poniedziałek, 15 kwietnia 2013

[YAOI] "Dziedzictwo" - Part 4

                        I kolejny rozdział. Krótki, ale zawsze, nie? ;D Przepraszam, że póki co opowiadanie nie kipi od akcji, ale ono się dopiero rozkręca. Mam nadzieję, że dotrwacie do końca. ;D Tymczasem zapraszam do czytania i komentowania.

Rozdział, tak jak obiecałam, z dedykacją dla Yu-chan ^w^ Tak jak chciałaś jest akcja. Niestety trochę bardziej dramatyczna niż sobie wymarzyłaś... Wybaczysz mi to co napisałam w tym parcie? *oczy Kota ze Shreka pełne żalu za swoje grzechy*

PS. Poprzednie opowiadania dokończę, kiedy skończę to opowiadanie, ok? ;D

PS nr 2. Zapraszam na bloga, którego prowadzę razem z Ritsu-senpai!   
                                               Ritsu&Jelly Sp z o.o.
                         *******************************************************

                 
             Blondyn upadł na ziemię, boleśnie uderzając plecami o podłoże. Jęknął z bólu i podniósł się powoli do siadu. Kolejny trening, co znaczyło również kolejne siniaki i stłuczenia. Ćwiczyli dopiero od pół godziny, a Ren już czuł, że jest na wyczerpaniu. Zastanawiał się, skąd Hwang bierze tyle siły?
 - Przerwa. - wystękał próbując wstać. Szło mu to opornie, więc Minhyun postanowił się wtrącić:
 - Nie wstawaj. Napij się i odpocznij.
Minki odetchnął z ulgą i wziął od bruneta butelkę z wodą. Ten usiadł obok niego i przeciągnął się. Siedzieli chwilę w milczeniu, które przerwał młodszy:
 - Minhyun... mogę cię o coś zapytać?
Starszy spojrzał na niego pytającym wzrokiem.
 - Jasne.
 - Czy... Czy uważasz mnie za nic nie potrafiącą ciotę? - spytał bez owijania w bawełnę. Hwang'a zdziwiła bezpośredniość blondyna.
 - Skąd ci to przyszło do głowy? - zdziwił się kręcąc głową z niedowierzaniem.
 - Ja... nie wiem właściwie... Po prostu czuję się jak kompletny niewypał! - warknął wstając - Ciągle muszę być pod twoją opieką. Trenujesz mnie. Ja nie potrafię nawet porządnie wymierzyć ciosu! Poza tym nie ufasz mi! Ciągle jak odchodzisz, zostawiasz mnie z kimś innym! Ja...
Minhyun przerwał mu zakrywając jego usta dłonią.
 - Słuchaj mnie uważnie, bo nie powtórzę. Nie jesteś niewypałem. Ufam ci. Naprawdę. Jednak nie ufam tym, którzy próbują cię dorwać, rozumiesz? Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało. - oznajmił patrząc mu głęboko w oczy. Minki na początku milczał. Czas się dla niego zatrzymał. Wpatrywał się w oczy ochroniarza będąc w lekkim szoku. On tak mówi, bo musi. Ufa mi? To dobrze. Jednak nic poza tym...
 - Racja, jestem twoim zadaniem. - odparł Ren sucho. Minhyun uniósł jedną brew.
 - Taa... wracamy do treningu!
I po tych słowach Minki po raz kolejny wylądował na mokrej od porannej rosy ziemi.

             

                 Pokojówka państwa Choi szła powolnym krokiem do skrzynki na listy. Cały czas czuła na sobie czyjś wzrok, lecz uznała, że to tylko pewnie któryś z domowników przebywa w pobliżu i śledzi jej zamiary. Nie dziwiła się. Ta rodzina była bardzo podejrzliwa wobec obcych i pracowników. Jedynym wyjątkiem był Hwang Minhyun - ochroniarz panicza Ren'a. Nikt ze służby nie wiedział co takiego jest w tym chłopaku wyjątkowego, dopóki go nie zobaczyli na własne oczy. Pewny siebie, charyzmatyczny, wzbudzający zaufanie i starający się zachować dystans. Nie spoufalał się z innymi, nie wypytywał, nie zachowywał się w sposób podejrzany. Jedyne na czym się skupiał to praca. W skrócie - był idealnym kandydatem na ochroniarza dla jedynego syna Choi Sunsang'a.
                Młoda kobieta otworzyła skrzynkę na listy i wyciągnęła jej zawartość. Myśląc, że to już wszystko, chciała odejść, lecz nagle zauważyła, że w środku jest jeszcze jedna koperta. Zaadresowana do Choi Minki. Pokojówka zdziwiła się, ponieważ nie wiedziała, że panicz Choi ma jakichś znajomych poza domem. Rzadko wychodził. W dodatku nie dalej niż do pobliskiego parku. No i miał kompletny zakaz podawania komukolwiek swojego adresu. Służąca zaniepokoiła się. Niemalże biegiem pokonała dystans jaki dzielił ją od drzwi frontowych rezydencji. Wbiegła do środka i od razu skierowała się do pokoju ochroniarza panicza.
 - Co się stało? - spytał zaskoczony brunet po zobaczeniu w drzwiach pokojówki znanej mu z widzenia.
 - Przyszedł list do panicza. - oznajmiła kobieta - Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że coś z nim nie tak. Nie wiedziałam co zrobić, to przyszłam do pana...
 - Spokojnie. - Minhyun położył jej rękę na ramieniu w uspokajającym geście. Służąca zamilkła - Idź do pokoju Ren'a i zawołaj go do mnie.

                Po kilku minutach drzwi pokoju Hwang'a ponownie się otworzyły i zawitał w nich zdezorientowany Ren.
 - Yyy... pokojówka, cała przerażona kazała mi tu przyjść... - wydukał marszcząc brwi i zamykając za sobą drzwi.
 - Usiądź.
Minki usiadł.
 - O co chodzi? - spytał widząc zdenerwowaną twarz ochroniarza. Jemu nigdy nie zdarzało się denerwować, więc coś musiało być na rzeczy.
Minhyun stanął nad blondynem i spojrzał mu w oczy.
 - Odpowiedz szczerze na moje pytania. - młodszy skinął głową - Czy znasz kogokolwiek spoza obrębu rezydencji?
 - Nie licząc tych twoich znajomych z agencji, to nie. Nie znam.
 - Jesteś absolutnie pewien?
 - Yyy... no tak. - Minki był coraz bardziej zdezorientowany.
 - Czyli nie podawałeś nikomu swojego adresu?
Choi wstał zdenerwowany.
 - O co ci chodzi?! Dlaczego mnie wypytujesz? Przecież mam zakaz rozmawiania z kimkolwiek i podawania mojego adresu zamieszkania! - warknął Ren mierząc ochroniarza spojrzeniem. Hwang nie odpowiedział. Jedynie wyciągnął przed siebie dłoń z listem. Blondyn spojrzał zaskoczony na białą kopertę. Drżącymi rękami ją otworzył i zaczął czytać zawartość:

                                                          "Drogi Choi Minki,
jeśli czytasz ten list, to znaczy, że wszystko już się zaczęło. Wiem, że zapewne nie rozumiesz moich słów. Tak więc, wytłumaczę.
           Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żyła sobie piękna Księżniczka. Miała wszystko czego potrzebowała. Nigdy nie cierpiała. Jej życie było tak idealne, że aż nierealne. Jednak nie posiadała jednej najważniejszej rzeczy - wolności. Bez niej ludzie są jak automaty. Robią wszystko co im się każe, ale nie czują się wykorzystywane, ponieważ nie wiedzą jak żyć inaczej. Z czasem jednak Księżniczka zaczęła dorastać. Wraz z tym, w jej życiu zaczęło wszystko się zmieniać. Poznała pojęcie "wolności" i postanowiła poprosić o chociaż jej namiastkę. Rodzice pozwolili jej opuszczać dwór, ale nie za daleko. Księżniczka jednak była nieuważna i pewnego dnia zaatakowali ją Źli Ludzie. Dzielnie się broniła, ale to nie wystarczyło. Po chwili pojawiła się Królewska Armia i uratowała ją. Nie wiedzieli jednak, że podczas tego napadu jeden z najemników podążał za nimi, aż do dworu. Wiedząc gdzie mieszka, Źli Ludzie mogli przejść do rzeczy, lecz nagle pojawił się Rycerz, który postanowił bronić Księżniczki. I tu zaczęły się robić schody. Źli Ludzie znali owego Rycerza i wiedzieli, że nie mogą się nawet zbliżyć do Księżniczki, kiedy on jest obok. Źli Ludzie obserwowali ich więc z daleka. Obawiali się, że ich plan legnie w gruzach, ale mieli tyle pewności siebie, że postanowili kontynuować swoją grę. Mieli dwie okazje, żeby dopaść Księżniczkę, ale za każdym razem był z nią Rycerz. Dowódca Złych Ludzi zaczął ze zdenerwowania znęcać się nad najemnikami. Wreszcie jednak postanowił poprosić swojego pomocnika o napisanie listu do Księżniczki. Miał opowiedzieć jej bajkę o niej samej. Ten zgodził się. Napisał cudowną opowieść, lecz nie dokończył jej. Postanowił, że to Los powinien napisać zakończenie. Los ma dwie opcje: 
 1. Księżniczka i Rycerz dzielnie wygrywają i żyją sobie szczęśliwie za siedmioma górami.
 2. Rycerz umiera w brutalny i męczeński sposób, a Księżniczka się temu przygląda, a następnie zostaje uśmiercona.
          Która wersja bardziej się Wam podoba, Hwang Minhyunie i Choi Minki? Mnie bardziej pasuje druga opcja, ale sądzę, że mamy trochę inne gusta jeśli chodzi o literaturę. Zobaczmy czyja wersja się sprawdzi! Pobawmy się! Wiem, że byłeś zaniedbywany Ren. Czas odrobić stracony czas! To tylko gra. Traktujcie to jak zabawę! Kochani, wierzę, że z Wami nie będę się nudzić.

                                                                                                        Skontaktuję się Wami niebawem!
                                                                                                                             Cichy Wielbiciel"

               Minki zaczął drżeć jeszcze bardziej. Minhyun zacisnął dłonie w pięści. Wiedzieli. Tamci wiedzieli, że Ren ma ochroniarza. Ba! Oni go znali! Hwang z czasem coraz mniej rozumiał zaistniałą sytuację. Wiedział, że ludzie, którzy chcieli dorwać Ren'a są jakoś związani z jego przeszłością, ale coś go niepokoiło. Nie był pewien co, ale czuł, że wkrótce się dowie.
 - Co robimy? - spytał blondyn spoglądając przestraszony na starszego. Ten szybkim krokiem skierował się do drzwi - Gdzie idziesz? - zdziwił się Minki.
 - Do twojego ojca. Chodź ze mną, bo zaczynam wątpić, czy we własnym domu możesz się czuć bezpiecznie. - odparł Hwang.
Razem pobiegli do biura pana Choi. Minhyun zapukał. Usłyszeli ciche "proszę" i weszli.
        Hwang położył na biurku przed mężczyzną list. Ten bez zbędnych pytań przeczytał go. Po chwili zerknął przerażony to na ochroniarza, to na swojego syna. Ostatecznie zatrzymał wzrok na starszym z chłopaków.
 - Co zamierzasz zrobić? - zapytał poprawiają swojego okulary i oddając mu list.
 - Ren nie może zostać sam. Potrzebuje ochrony. Z listu wynika, że oni nie zbliżą się do niego, kiedy jestem w pobliżu, więc póki co jest bezpiecznie. Martwi mnie jednak coś innego. Oni mnie znają i muszę się dowiedzieć kim są. - odpowiedział Minhyun. Pan Choi kiwnął głową.
 - Zgadzam się z tobą. Ren, nie wyjdziesz z domu bez opieki. Jeśli będziesz chciał wyjść do ogrodu, weź ze sobą Minhyun'a.
Minki jęknął cicho, ale kiwnął niechętnie głową. Nie uśmiechała mu się jeszcze większa kontrola niż wcześniej, lecz co mógł poradzić?

        Minhyun i Ren szli korytarzem w milczeniu. Powoli podążali do swoich pokoi. Żaden z nich nie był pewien co powinien powiedzieć. Minki był w największym szoku. Czuł, że ochroniarz coś jeszcze przed nim ukrywa. Tylko nie miał bladego pojęcia co to mogło być! Pożegnali się i udali do swoich sypialni w celu odpoczęcia po tym dniu pełnym emocji.


      
                Minhyun stał w kabinie prysznicowej. Po jego ciele spływały krople ciepłej wody. Masował powoli obolały kark. Jego głowę zaprzątało wiele myśli. Głównie dotyczyły one Ren'a co zaczynało Hwang'a pomału zastanawiać. Dlaczego tak bardzo zależało mu na bezpieczeństwie tego chłopaka? Na początku usprawiedliwiał się poczuciem obowiązku, ale w końcu uznał, że to żadne wytłumaczenie. Nigdy nie żywił do nikogo takich uczuć jak do Ren'a. Chłopak był więcej niż piękny. W dodatku miał charakter i nie był idiotą. Łatwo można było się w nim zauroczyć. Jednak czy to było normalne? Zakochać się w chłopaku samemu będąc osobnikiem płci męskiej? Nie uważał tego za coś złego. Przecież miłość, to miłość. Nieważne do kogo, ważne, że jest.
                Z rozmyślań wyrwał go krzyk. Znał ten głos aż za dobrze jednak był pewien, że jego właściciel już smacznie śpi. Naciągnął na siebie jedynie bokserki i pobiegł do pokoju Minki'ego. Kiedy dotarł na miejsce nie zastał tam blondyna. Natomiast na oknie zauważył mieniący się czerwienią napis: "Let's play!". Znał ową substancję bardzo dobrze, gdyż często miał z nią do czynienia. Rozejrzał się po pokoju i ujrzał krwawy ślad prowadzący za łóżko młodszego. Odblokował pistolet po czym powoli ruszył w kierunku mebla. Przełknął ślinę. Obawiał się najgorszego. Wreszcie zebrał się w sobie i wyskoczył celując bronią w dwa ciała. Jedno z nich leżało bezwładnie na ziemi. Drugie natomiast trzęsło się niemiłosiernie i chowało głowę w kolanach cicho płacząc. Minhyun nie wiedział czy powinien odetchnąć z ulgą, czy się rozpłakać. Ren siedział w kałuży krwi, a tuż obok leżało ciało pokojówki - tej samej, która tego dnia przyniosła mu pocztę. Jej szyja była rozcięta, a ciało zdobiły liczne, głębokie rany zadane najpewniej nożem - była dosłownie rozpruta. Minki nie wyglądał na fizycznie rannego. Gorzej musiało być z jego psychiką. Brunet nie zważał na krew na podłodze. Podszedł do młodszego i objął go mocno. Ten próbował się wyszarpać, ale uspokoił się, kiedy Minhyun owiał jego ucho ciepłym oddechem:
 - Spokojnie. Jestem przy tobie, Ren. - szepnął. Blondyn rozpłakał się jeszcze mocniej i z całej siły wtulił w to ciepłe, żywe ciało obok siebie. Nagle do pokoju zbiegła się reszta domowników. Pan Choi wyglądał na wstrząśniętego. Jego żona jedynie zakryła usta ręką i schowała twarz w ramieniu męża, który gładził ją po plecach. Aron, JR i Baekho nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Stali cali zszokowani nie mogąc wydusić z siebie słowa. Pierwszy raz widzieli taką masakrę. To wyglądało jak scena z kiepskiego horroru. Jednak gdyby to był film można by było go wyłączyć - tutaj nie było takiej opcji.
           Minhyun podniósł obejmującego go blondyna i oddalił się od ciała. Postawił młodszego na ziemi i już chciał się odsunąć, kiedy ten złapał go za nadgarstek i spojrzał na niego błagalnym wzrokiem.
 - Nie pozwolę, żeby coś ci się stało. Przysięgam. - oznajmił Hwang. Minki wtulił się w matkę pozwalając starszemu odejść. Brunet podszedł do ciała i odruchowo sprawdził tętno. Nie było to potrzebne, ale nawyk go do tego zmusił. Oczywiście, kobieta nie żyła, a jej ciało było zimne. Zbliżył się do okna i dotknął napisu. Krew była zaschnięta. Ktoś musiał ją nanieść na długo przed jego przybyciem.Wyjrzał przez okno. Nikogo nie zauważył, więc cofnął się do reszty osób, które obserwowały go nie mogąc nic powiedzieć. Ciszę przerwał pan Choi, który jako jedyny nie stracił nad sobą panowania:
 - I co?
Minhyun westchnął przeczesując dłonią włosy i sięgając po swoją broń odrzuconą wcześniej na podłogę.
 - Nie żyje już od dłuższego czasu. Ciało zaczyna już sztywnieć. Krew na oknie jest zaschnięta. Sprawca musiał uciec. Zrobił swoje, nie miał powodu, żeby zostać dłużej.
Pan Choi kiwnął głową i spojrzał na swoją żonę i syna. Oboje byli wstrząśnięci widokiem jaki zastali, ale Minki wydawał się być w największym szoku. Cały się trząsł choć już nie płakał.
 - Reszta pokojówek posprząta ten bałagan jutro. Ren niech śpi u ciebie, Minhyun. Chodźmy. - oznajmił ojciec Ren'a.
 - Tak jest. Chodź Ren. - Hwang objął Minki'ego opiekuńczo ramieniem na co ten zareagował od razu wtulając się w jego nagi tors. Nie zwracali uwagi na to, że młodszy jest cały umorusany krwią. Skierowali się do pokoju bruneta, a za nimi z pokoju wyszła reszta rodziny.

                Minhyun od razu po wejściu do swojej sypialni, zaprowadził Choi do łazienki, żeby ten się umył. Młodszy jednak za nic nie chciał go puścić.
 - Mam... ci pomóc? - zapytał Hwang przyglądając się uważnie nastolatkowi. Blondyn kiwnął głową. Brunet powoli ściągnął z niego koszulkę. Przy bokserkach zawahał się, ale widząc niemą zgodę młodszego pozbył się również tej części jego garderoby. Delikatnie wepchnął go pod prysznic, żeby chłopak się umył. Po chwili Minki wyszedł, a Minhyun zaczął go wycierać ręcznikiem. Kiedy skończył założył Ren'owi swoją koszulkę oraz bokserki i wyprowadził z łazienki. Odchylił skrawek kołdry, żeby młodszy mógł położyć się na łóżku, a następnie go przykrył. Usiadł na łóżku po drugiej stronie i zajął miejsce obok blondyna. Ten od razu się w niego wtulił. Brunet znów poczuł mokre krople na swoim torsie. Pocałował młodszego w skroń i objął mocniej ramionami.
 - Pamiętaj co ci obiecałem. A ja zawsze dotrzymuję obietnic. Nie zapomnij, Ren. - szepnął i obaj oddali się w objęcia Morfeusza - swojego wspólnego kochanka.

wtorek, 2 kwietnia 2013

[YAOI] "Dziedzictwo" - Part 3

                 Ten rozdział miał się ogólnie pojawić na Wielkanoc, ale że pisałam go ja, to nie mógł przecież pojawić się na czas. XD Wasza aktywność mnie smuci. :( Jedna tylko osoba komentuje moje marne wypociny. Dlatego proszę, że nawet jeśli uznajecie moje opowiadanie za nie warte komentowania, to napiszcie chociaż ten jeden komentarz. Jedno zdanie chociaż! Ładnie proszę...! *robi oczy Kota ze Shreka*

PS. Ten rozdział jest dłuższy niż zazwyczaj. =^w^= Taki spóźniony prezent wielkanocny ode mnie. ;D Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodłam. :)

                                    *********************************************



             Ren obudził się czując ten obezwładniający zapach wanilii. Chwilę mu zajęło przypomnienie sobie co się stało poprzedniego wieczoru, a raczej nocy. Przestraszony zerknął na miejsce obok siebie. Pusto. Jedynym dowodem na to, że spał z Minhyun'em była wygnieciona poduszka i zapach na niej.
      Nagle blondyn usłyszał jak drzwi od łazienki otwierają się. Czyżby powtórka z historii? - jęknął w myślach Minki. Hwang wyszedł z łazienki w samych bokserkach. Kiedy ich spojrzenia spotkały się, uniósł jedną brew.
 - Księżniczko, sprawdź czy masz na sobie bieliznę. - Ren, tak jak poprzedniego dnia, rzucił w niego poduszką. Oczywiście brunet to przewidział i zrobił unik - A to, mam rozumieć, jest twoja wersja "dzień dobry"?
 - Czy taki dobry to ja nie wiem. Godzina jazdy samochodem w jedną stronę! Ile my będziemy tam siedzieć? - Choi znów rozpoczął swoje poranne marudzenie.
 - Postaram się załatwić wszystko jak najszybciej, żeby księżniczka nie musiała się nudzić zbyt długo. - zakpił Minhyun zakładając czarne dżinsy. Dla sprostowania - wciąż nie miał na sobie koszulki, więc Ren starał się na niego nie patrzeć. Jednak oczy same kierowały się na bruneta. Szczupły brzuch, idealny zarys mięśni, ani grama zbędnego tłuszczu. Minki nie lubił napakowanych kolesi, a Hwang był niemalże idealny. Co oczywiście denerwowało Ren'a nieziemsko.
 - Trzymam cię za słowo! Nie zamierzam spędzić tam całego dnia. - burknął Minki.
 - Dopilnuję, żebyś nie był do tego zmuszony. - odparł Minhyun. I znowu nie wiem czy mówi serio. - mruknął w myślach Choi. Jednakże wstał z łóżka i przeciągnął się. Czuł jak ochroniarz bacznie go obserwuje. Zerknął ukradkiem na Hwang'a. Tak jak przypuszczał, ten wpatrywał się w niego jakby starał się zapamiętać każdy milimetr jego ciała. Nagle przez głowę przeleciała mu pewna myśl: A gdyby tak "odwdzięczyć się" Minhyun'owi za wspólnie spędzoną noc? Parsknął śmiechem, ponieważ nawet w jego głowie zabrzmiało to dwuznacznie. Brunet spojrzał na niego pytającym wzrokiem.
 - Przypomniało mi się coś śmiesznego. - odparł blondyn. Powoli podszedł do Minhyun'a. Wspiął się na palce i złożył na jego policzku krótki pocałunek - A to, za to, że pozwoliłeś mi dzisiaj spać z tobą... Chociaż i tak pewnie poradziłbym sobie sam. - dodał chociaż obaj doskonale wiedzieli, że to nieprawda.
       Minhyun stał w miejscu zaskoczony czynem nastolatka. Musnął palcami policzek i szybko otrząsnął się z letargu.
 - Ależ oczywiście... Wpuściłem cię z litości. A teraz leć się przebrać, bo po śniadaniu wyjeżdżamy. Chcę załatwić to jak najszybciej. - oznajmił brunet. Ren kiwnął głową i wyszedł z pokoju.

             Blondyn stał przed lustrem w łazience, oglądając dokładnie swoje ciało. Był piękny. Każdy mu to mówił. Chociaż on sam znalazłby w sobie wiele wad, inni ich nie zauważali. Miał jednak wrażenie, że Hwang do tych "innych" nie należał. Chłopak od początku widział wszystko. Kompleksy Ren'a, jego przyzwyczajenia, charakter, kryjówki. Minki czuł się przy nim nagi. Nic nie mógł ukryć, bo ochroniarz i tak prędzej, czy później o tym wiedział. Jednak najbardziej dołujące było to, że Ren nie wiedział praktycznie nic o Minhyunie. Co prawda, starszy opowiedział mu o tragedii jaka go spotkała i o chęci zemsty, ale poza tym Minki nie wiedział nic! Dlatego zamierzał go dzisiaj wypytać co to za dokumenty i po co musi je zawieźć do tej swojej agencji. Coś mu się w końcu należy, prawda?
            Ren ubrał się szybko widząc, że powinien już być na śniadaniu. Na korytarzu tradycyjnie spotkał swojego ochroniarza.
 - Co tak szybko? Myślałem, że jeszcze z pół godziny posiedzisz...
 - Bardzo śmieszne. - prychnął Minki i poszedł przodem.
Przy stole w jadalni siedzieli już państwo Choi wraz z Baekho, JR i Aron. Pierwszy z nich podniósł jedną brew i posłał blondynowi sugestywny uśmiech. Ren'a przeszedł dreszcz. On wie...?
 - Cześć wszystkim. - przywitał się Minki. Minhyun ukłonił się i uśmiechnął lekko.
 - Miło was widzieć. My już właściwie kończymy posiłek, ale możemy poczekać. - oznajmiła pani Choi.
 - Nie musicie, jeśli to dla was problem... - zaczął blondyn, ale Baekho mu przerwał:
 - Ależ możemy zostać, prawda wujku?
Ren w myślach już przeklinał kuzyna.
 - Właściwie, dzisiaj nie mamy nic do roboty. Ale czy wy czasem nie mieliście gdzieś jechać? - spytał pan Choi.
 - Do mojej agencji. Muszę zawieźć ważne dokumenty mojemu przełożonemu. - odparł Minhyun - Mam nadzieję, że to nie problem.
 - Ależ nie! Skąd, to żaden problem. Tylko pilnuj, żeby mojemu synowi nic się nie stało.
 - Oczywiście.
W tym momencie wtrąciła się pani Choi:
 - Ale jeżeli Minki chce zostać, to może. Wtedy Aron i chłopcy by się nim zajęli...
 - Nie. - od razu odpowiedział Ren - Pojadę z Minhyunem.
 - Skoro tego chcesz.
Minki i Hwang jedli w milczeniu. Brunet skończył pierwszy. Oparł głowę o oparcie krzesła przymykając oczy zmęczony. Baekho zerknął na niego z zainteresowaniem. W końcu postanowił się odezwać:
 - Dobrze spaliście? - spytał. Ren, zaskoczony jego pytaniem, zakrztusił się wodą.
 - Skąd to pytanie? - odpowiedział pytaniem, na pytanie.
 - Tak po prostu... nie można już zapytać?
Ren zmrużył oczy. Zachowanie kuzyna wydawało mu się podejrzane. Co on sobie myśli?!
 - Ależ można. Pytam tylko, co cię skłoniło do zadania tego pytania. - oznajmił spokojnym tonem Minki.
 - Może po prostu troska o kuzyna? - zasugerował Baekho z rozbawionym wyrazem twarzy.
 - Nie potrzebuję twojej troski.
Baekho uśmiechnął się jeszcze szerzej.
 - Racja, masz przecież Minhyun'a. Pasujecie do siebie...
 - Co ty wygadujesz Baekho? Naucz się, że nie wyciąga się pochopnych wniosków. To nieprofesjonalne i dziecinne z twojej strony. - odparł z przekąsem Ren upijając łyk herbaty poziomkowej, którą wręcz uwielbiał.
 - No dobra, mów sobie co chcesz.
Minki w końcu skończył posiłek i zerknął na Minhyun'a.
 - Idziemy? - spytał dźgając chłopaka palcem w żebra.
 - Jeśli już zjadłeś to możemy. Właściwie to jest już późno. - odpowiedział brunet.
 - Nie marudź! Spieszyłem się, ale szybkie jedzenie źle wpływa na figurę! - burknął blondyn wstając i łapiąc swojego ochroniarza za przegub.
 - Ależ, czy ja marudzę? - mruknął Hwang.
 - Marudzisz! Wiem to! Ale ty musisz wiedzieć, że ja będę marudził ci całą godzinę jazdy do agencji i z powrotem! - oznajmił Choi ciągnąc ochroniarza za rękę i kierując się w stronę wyjścia. Pani Choi patrzyła na nich z sentymentalnym uśmiechem na ustach.
 - Tacy młodzi... - szepnęła.
 - Coś mówiłaś? - spytał pan Choi spoglądając na małżonkę.
 - Nie, nic nie mówiłam. Wydawało ci się kochanie. - oznajmiła kobieta i wstała od stołu po czym skierowała się do salonu.

      
             Siedział w samochodzie czekając na Minhyun'a. Chłopak poszedł na chwilę do swojego pokoju i dał mu kluczyki, żeby poczekał w aucie. Ren posłusznie zrobił co polecił mu ochroniarz (i sam się sobie dziwił). Jednak czekając już ponad pół godziny zaczynał się denerwować. Co on robił tam tak długo?
Nareszcie zauważył chłopaka idącego spokojnie w stronę samochodu. Patrząc na niego Minki zapomniał jak się oddycha. Brunet miał na sobie seksownie opinające, czarne spodnie, w tym samym kolorze trampki za kostkę i białą, elegancką koszulę. Do tego narzucił na siebie czarną marynarkę z podwiniętymi rękawami, a na szyi miał zawiązany krawat w tym samym kolorze. Ren'owi stanęło serce. Po chwili zorientował się, że nie tylko ono. Przeklął się w myślach i jeszcze bardziej obniżył przydługą koszulę w biało-czarną kratkę z licznymi falbankami. Na jego szczęście była na tyle długa, że zakrywała co trzeba.
 - Długo czekałeś? - spytał Minhyun wchodząc do samochodu - Trzymaj. - podał blondynowi ten sam plik papierów, które przeglądał poprzedniej nocy. Chłopak wziął dokumenty do ręki, drugą wciąż przytrzymując koszulę. Nie umknęło to uwadze Hwang'a - Coś nie tak? - spytał.
 - Nic co mogłoby cię zainteresować. Jedź. - prychnął Minki odwracając wzrok na szybę.
 - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, księżniczko. - westchnął brunet wyjeżdżając powoli za bramę - Jak chcesz to w torbie z tyłu mam czekoladę i sok poziomkowy. - odparł wskazując tyle siedzenie. Dwa razy nie trzeba było powtarzać. Choi sięgnął do tyłu i położył sobie ową torbę pod nogami.
 - Skąd wiedziałeś, że lubię sok poziomkowy? - spytał po chwili Minki.
 - Jesteś łatwy do rozszyfrowania. Na śniadanie i kolację zawsze pijesz herbatę poziomkową, a do obiadu sok poziomkowy. Dodając do tego twoją rozkoszną minkę i ten błysk w oku...
Widząc minę Ren'a Minhyun parsknął śmiechem. Choi wyglądał przez chwilę jak swój ulubiony owoc.
 - Nie śmiej się ze mnie. - burknął młodszy z powrotem oglądając widoki na szybą. Ułatwiało mu to jazdę ze swoim ochroniarzem. Sytuacja była dla niego krępująca. Hwang wyglądał na całkowicie wyluzowanego, co sprawiało, że Minki denerwował się jeszcze bardziej. Pisnął przestraszony, kiedy usłyszał dźwięk telefonu, co wywołało u Minhyun'a atak śmiechu. A Ren musiał przyznać, że brunet miał naprawdę przyjemny śmiech.
 - Odbierzesz czy nie, strachliwa księżniczko? - spytał Hwang z trudem powstrzymując swoją reakcję.
 - No przecież odbiorę... - mruknął Choi wciskając zieloną słuchawkę - Halo?
 - No nie wierzę! Odebrałeś! Wygrałem! Mówiłem ci JR, że odbierze, to mnie nie słuchałeś... - odezwał się w słuchawce głos Baekho.
 - Czego chcecie? - spytał oschle Minki.
 - No i znowu! Czy my naprawdę musimy coś chcieć, żeby dzwonić? Jaki z ciebie materialista...
 - Nie materialista, tylko realista. A teraz mów o co chodzi.
 - No nic... chcieliśmy się tylko zapytać jak wam mija czas. W końcu pierwszy raz jedziesz tak daleko. Nigdy nie byłeś dalej niż kilometr od domu, więc to normalne, że się martwimy.
 - Nie jestem już dzieckiem Baekho, więc przestań mnie tak traktować. Może i masz rację, ale nie zapominaj, że nie jestem sam. Nic mi nie będzie. - odparł Ren i rozłączył się po czym schował telefon do kieszeni.
Minhyun rzucił u szybkie spojrzenie.
 - Baekho? - spytał.
Minki westchnął.
 - To pierwszy raz, kiedy jestem poza domem dalej niż kilka ulic. Martwią się. Jakby mieli o co! - jęknął osuwając się po oparciu w ten sposób, że prawie leżał.
 - Nic dziwnego, że się martwią. Dlaczego wcześniej nigdzie nie wychodziłeś? Jeśli mogę wiedzieć oczywiście...
 - Moja rodzina jak wiesz jest... specjalna. Zawsze mieliśmy wrogów. Mój ojciec jest jednym z najbogatszych ludzi w kraju, ma ogromną firmę, majątek. Od wielu pokoleń rywalizujemy z innymi rodami. Czasami niektórzy z nich posuwali się nawet do zbrodni, żeby zyskać prowadzenie w hierarchii. Zamordowali moją babcię, żeby wymusić na dziadku rezygnację z firmy. Ten jednak nie chciał ustąpić myśląc naiwnie, że jeszcze ją uratuje. Nie udało się. Świat, do którego należę, jest niebezpieczny. Ktoś może zechcieć mnie zabić tylko dlatego, że jestem synem Choi Sunsang'a. Niby głupota, ale tak już jest. Jestem jedynym synem i w dodatku Dziedzicem. Znasz moje umiejętności. Z tym nie da się normalnie żyć. Izolowali mnie od ludzi, żeby chronić mnie i innych. Muszę też nosić te cholerne soczewki, żeby nikogo przypadkiem nie zabić. - Ren zamilkł wpatrując się w swoje dłonie. Nigdy tyle nikomu nie mówił, więc czuł się nieswojo - Przepraszam, że cię zanudzam.
Minhyun znów na niego zerknął. Zdążył zauważyć zmieszanie na twarzy młodszego.
 - Nie zanudzasz mnie. A twoje zmieszanie jest naprawdę urocze. - na jego ustach zakwitł zadowolony uśmiech.
 - Oj, zamknij się! - burknął Minki wystukując palcami o szybę rytm jakiejś znanej tylko jemu piosenki.

        Zatrzymali się przed wielkim, oszklonym budynkiem w centrum jakiegoś miasta, którego Ren nie znał. Zafascynowany wysiadł z samochodu i błyszczącymi oczami rozglądał dookoła. Zdaniem Minhyun'a wyglądał wtedy jak małe dziecko, które zobaczyło stos prezentów pod choinką.
 - Idziemy. - rzucił podchodząc do drzwi wejściowych. Minki podbiegł do niego i wszedł za starszym do środka.
     Wszystko wyglądało niesamowicie (według Ren'a). Dominowały tutaj błękit i czerń. Minhyun wcisnął guzik windy. Usłyszeli jak ta sunie w górę. Choi schował się za bruneta.
 - Co to jest? - spytał.
 - Winda. Wjedziemy tym na górę. - oznajmił Hwang.
 - Aha... To jest niebezpieczne?
 - Nic ci się nie stanie.
 - Yhym...
Drzwi windy otworzyły się. Minki podskoczył i wbiegł do środka. Minhyun już miał wcisnąć guzik, kiedy poczuł czyjąś dłoń trzymającą go za ramię. Spojrzał zdziwiony na Ren'a.
 - Co jest? - Minhyun przez chwilę pomyślał, że chłopak się boi.
 - Mogę wcisnąć guzik? - spytał Minki. Hwang parsknął śmiechem, a wewnątrz odetchnął z ulgą, bo nie zamierzał wspinać się schodami.
 - Jasne, wciskaj.
Ren niczym zadowolone dziecko nacisnął odpowiedni przycisk i winda zamknęła się, po czym ruszyła w górę. Choi na początku poczuł się dziwnie. Miał wrażenie, że zaraz zwymiotuje, jednak to zniknęło po chwili dając miejsce przyjemności. Był podekscytowany? Owszem, był.
       Po około minucie winda znów się otworzyła.
 - To nasze piętro. Chodź. - powiedział Minhyun wychodząc na stały grunt. Zaraz, obok niego pojawił się Minki.
Szli w milczeniu. Ren starał się zapamiętać jak najwięcej szczegółów z tego miejsca. Wiedział, że nieprędko uda mu się tutaj wrócić.
      Stanęli przed zwykłymi, czarnymi drzwiami z tabliczką: "Woo Hyesung". Nagle usłyszeli wołanie:
 - Minhyun!
Podbiegł do nich rudowłosy chłopak. Miał małe oczy, które pod wpływem uśmiechu zwężały się jeszcze bardziej.
 - Dawno się nie widzieliśmy, Junho-hyung. - przywitał się Hwang. Starszy prychnął zdenerwowany.
 - Jak mieliśmy się widzieć, jeżeli zawsze się mijamy? Wracam z misji i słyszę, że ciebie nie ma! Jak się wytłumaczysz, młody? - Junho pogroził Minhyun'owi palcem, jednak nie wyglądał na złego. Po chwili rzucił się na bruneta i potargał mu włosy.
 - Ała! Hyung! - jęknął Hwang - Nie jesteśmy już dziećmi, zapomniałeś? Tym bardziej, że powinieneś zachowywać się jak przystało na mojego przełożonego.
 - Dla mnie zawsze będziesz dzieckiem, Min! Nie zapominaj, że jestem od ciebie pięć lat starszy! Szacunku trochę!
 - Ale powiedziałem... Ech, nieważne! Poznajcie się. Kim Junho, mój przełożony. Choi Minki.
Blondyn przez cały ten czas stał z tyłu, przyczepiony do ramienia Minhyun'a i nie zwracał na siebie uwagi. Tak więc, dopiero teraz Junho przyjrzał mu się. Był śliczny.
 - To jest twoje zadanie? No, no, no... Niczego sobie. Nawet w pierwszej chwili pomyślałem, że to dziewczyna, ale jak już go przedstawiłeś... Ładny.
Ren odsunął się jeszcze bardziej. Sam się sobie dziwił. Nigdy taki nie był. Nie bał się ludzi, ale fakt, iż jest pierwszy raz w nieznanym sobie miejscu sprawił, że czuł się jak małe, zagubione dziecko.
 - Mógłbym cię prosić, hyung, o przypilnowanie Ren'a, kiedy będę u szefa? - spytał Minhyun. Nie, nie, nie... - błagał w myślach Minki.
 - Jasne! Dla mnie to nie problem. Nie daj się pożreć! - oznajmił entuzjastycznie Junho. Cholera.
 - Dzięki. To ja zaraz wracam.
I Minhyun zniknął za drzwiami. Pomiędzy Junho, a Minki zapadła niezręczna cisza, którą przerwał starszy.
 - Ile masz lat?
 - Siedemnaście.
 - Niemożliwe! Wyglądasz na piętnaście, najwyżej szesnaście! - niemalże krzyknął Kim. Po chwili jednak zreflektował się - Do jakiej chodzisz szkoły? - spytał. Choi westchnął. Nie lubił być wypytywany.
 - Nie chodzę do szkoły. Moja matka z wykształcenia jest nauczycielką, więc zawsze uczyłem się w domu.
Junho kiwnął głową na znak, że rozumie. Wiedział, że w bogatych rodzinach często tak jest. Widział również, że młodszy nie chce odpowiadać na pytania, więc nie odezwał się więcej. Stali tak chwilę w milczeniu, kiedy usłyszeli obok dziewczęcy pisk.
 - Junho-oppa! Wrócił już Minhyunnie? I kto to jest? - wypytywały dwie dziewczyny podbiegając do nich. Ren ledwo powstrzymywał śmiech widząc jak starają się nie przewrócić w swoich nienaturalnie wysokich szpilkach.
 - Wrócił, jest u szefa. A to jest jego zadanie, Choi Minki. - oznajmił Kim wskazując na Ren'a. Dziewczęta rzuciły się na młodszego obmacując całe jego ciało.
 - Kyaa!~ Jak ja bym chciała tak wyglądać! Jest śliczny, prawie jak dziewczyna! Ta jasna cera, ciemne oczy, bond włosy, malinowe usta! - piszczały zachwycając się urodą młodszego. Ten czuł się co najmniej niezręcznie.
 - Mogłybyście mnie puścić? - spytał kulturalnie, ale dziewczyny, mówiąc prosto, olały go. Wreszcie czarne drzwi otworzyły się i przed nim pojawił się Minhyun w towarzystwie mężczyzny wyglądającego na mniej więcej czterdzieści lat.
 - No, no. Choi Minki we własnej osobie. Jak mniemam masz soczewki, prawda? - upewnił się mężczyzna spoglądając na blondyna niepewnie.
 - Miło mi. - chłopak ukłonił się - Nie zdejmuję ich nawet do spania. - odparł obojętnym tonem.
Szef agencji przyglądał mu się uważnie. Jemu również nie umknęła niezwykła uroda Ren'a. Był niemalże zahipnotyzowany jego wdziękiem.
 - Nie było żadnych niedogodności związanych z podróżą? - spytał pan Woo uśmiechając się lekko.
 - Nie. Dziękuję za troskę. - oznajmił grzecznie Minki, tak jak go nauczono w domu. W tym momencie wtrącił się Hwang:
 - Chcesz już iść, czy wolisz zostać? Możemy posiedzieć tutaj jeszcze chwilę albo jechać do domu...
 - Możemy już jechać. - odparł szybko Choi. Minhyun zauważył, że cała sytuacja peszyła młodszego, więc uśmiechnął się tylko. Dwie natrętne dziewczyny westchnęły przeciągle. Dopiero wtedy brunet je zauważył.
 - Taeyeon-noona, Hyorin-noona. Dawno się nie widzieliśmy. - przywitał się. Obie dziewczęta uśmiechnęły się szeroko.
 - Minhyunnie! Myślałyśmy, że coś ci się stało! Nie było cię tyle czasu, a potem tak szybko wyjechałeś na kolejną misję. Teraz już wiemy przynajmniej dlaczego. Gdyby nam trafiło się takie zadanie, również nie czekałybyśmy tylko...
 - Takie uwagi zostawcie dla siebie, proszę. Dobrze, noona? - posłał im szybki, acz skuteczny uśmiech, więc te nie odezwały się już. Pokiwały im na pożegnanie i pobiegły (w miarę możliwości) do siebie - Pójdziemy jeszcze do mnie na chwilę. Chcę coś zabrać. - oznajmił Hwang - Do widzenia panie Woo, Junho-hyung. - ukłonił się, a Mini poszedł w jego ślady. Po pożegnaniu poszli w głąb korytarza.
        Do pokoju, do którego zmierzali prowadził długi hol. Drzwi miały taki sam kolor jak te u pana Woo.
 - To tutaj. - poinformował młodszego brunet i przyłożył rękę do ekraniku na ścianie. Zamek puścił i ich oczom ukazał się przyjemnie urządzony pokój. Stało w nim jedno biurko z czarnego drewna i komputer z ogromnym monitorem, po którego bokach znajdowały się dwa mniejsze. Ściany miały przyjemny, niebieski odcień. Pod ścianą po prawej stronie stała skórzana, biała sofa. Wyglądała jak kompletnie oderwana od rzeczywistości, ale ładnie się komponowała z resztą umeblowania.
 - Ładnie tu. - oznajmił Ren całkiem szczerze.
 - Chociaż komuś się podoba. Dziewczyny nie chcą nawet patrzeć na ten pokój. - zaśmiał się Minhyun kręcąc głową.
 - Czemu? Całkiem tu przytulnie.
 - Nie mnie się pytaj, tylko ich. Mnie mój pokój odpowiada.
Milczeli przez chwilę, a brunet grzebał w szufladzie szukając czegoś. Najwyraźniej wreszcie to znalazł, bo uśmiechnął się triumfująco i schował "to coś" do kieszeni
 - Idziemy.

        Po wyjściu z budynku Minki poczuł przyjemne promienie słońca łaskoczące jego skórę. Nareszcie poczuł się swobodnie. Wokół prawie nie było ludzi, więc odetchnął z ulgą. Minhyun otworzył mu drzwi do samochodu.
 - Zapraszam księżniczkę.
Ren prychnął.
 - Nie. Nazywaj. Mnie. Księżniczką! - burknął siadając na miejscu pasażera i krzyżując ręce na piersi.
 - Przepraszam, że jaśnie panią... to znaczy pana, obraziłem. - Hwang parsknął śmiechem zamykając drzwi. Sam wszedł do samochodu po stronie kierowcy i już miał zapiąć pasy, kiedy zauważył, że Choi właśnie walczy ze swoimi. Pokręcił z politowaniem głową i pochylił się stronę młodszego - Pomogę ci. - mruknął parę centymetrów od jego twarzy. Chwycił pas nie słuchając sprzeciwów młodszego. Nagle zachwiał się i upadłby na blondyna, gdyby nie to, że ten oparł dłonie o jego klatkę piersiową przytrzymując go w ten sposób w powietrzu.
 - U-uważaj... - wyjąkał Minki czerwieniąc się.
 - Dzięki... - odpowiedział Minhyun zastygając w bezruchu. Przyglądał się Choi z zainteresowaniem. Ren zauważył to i niepewnie zapytał:
 - Coś się stało?
 - Masz piękne oczy, wiesz? Aż trudno uwierzyć, że są śmiertelną bronią. - oznajmił z uśmiechem. Kiedy wypowiadał te słowa, Ren czuł jego oddech na swojej twarzy. Nim spostrzegł miał już zapięte pasy, a Minhyun spokojnie wyjeżdżał z parkingu tak, jakby nic się nie stało.