niedziela, 31 marca 2013

The Versatile Blogger


                             Zostałam nominowana przez Yu-chan. ^^ Dziękuję Ci kochana! ;*


Zasady:
* podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu;
* pokazać nagrodę "Versatile Blogger Award" u siebie na blogu;
* ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie;
* nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują;
* poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów;


Hmm... teraz te siedem faktów, co nie?

1. Moje ulubione paringi to między innymi: JongKey (Jonghyun/Key z SHINee), 2Min (Taemin/Minho z SHINee), OnChicken ^^ (Kurczaki/Onew z SHINee), MinRen (Minhyun/Ren z NU'EST), BangLo (Bang/Zelo z B.A.P), 2ji (Zico/PO z Block B), Hunhan (Sehun/Luhan z EXO), G-T.O.P (G-Dragon/T.O.P z Big Bang), TaoRis (Tao/Kris z EXO), Baekyeol (Baekhyun/Chanyeol z EXO), Reituki (Reita/Ruki z The Gazette), Maya/Aiji z LM.C, Aoiha (Aoi/Uruha z The Gazette), Miyavi/Kai (solo/The Gazette), JongKi (Jonghoon/Hongki z F.T. Island), YongKi (Yonghwa/Hongki z You're Beautiful <drama>). XD

2. Lubię pomidorki koktajlowe, mleko bananowe i chupa chupsy oraz żelki. =^w^=

3. Jestem nienormalna. :P

4. Jak miałam 6 lat, podobno na cmentarzu padłam na kolana i zaczęłam śpiewać Ich Troje: "Wstań, powiedz nie jesteś sam!" XD Ludzie musieli mieć fajne miny. ^^

5. Jestem baaardzo leniwa. -,-

6. Za sześć dni (6.04) mam urodziny. ;D

7. Nie mam więzadła w nodze, ponieważ kiedyś mi się zerwało i nie odrosło. Teraz muszę nosić ortezę nawet do chodzenia i mogę ją ściągać tylko do spania. =.=


Nominacje:

Na moim drugim blogu już dwa razy nominowałam blogi, a wiem, że to już męczące, więc nie nominuję nikogo, bo z tym zawsze jest problem. Mam nadzieję, że nikt się na mnie nie pogniewa. ^^

PS. Niedługo nowy rozdział "Dziedzictwa"! ^^


                

sobota, 23 marca 2013

[YAOI] "Dziedzictwo" - Part 2

               Długo mnie nie było z nowym rozdziałem. Ale to wina tylko i wyłącznie nauczyciela fizyki i pani od geografii... Taa... Jestem głupia z tych przedmiotów. =,= No, ale nie każdy może być we wszystkim geniuszem! XD W każdym razie, nie przedłużając macie przed sobą drugi rozdział "Dziedzictwa". Miałam zaplanowane skończyć go w sobotę wieczorem, ale Tadzio mnie męczyła, więc napisałam go szybciej. Okrutna! T_T Niedługo pojawi się nowy rozdział "My heart is yours". ;D A ten krótki, ale jest. ^^ Zapraszam do czytania i komentowania! <3 KOMENTOWAĆ MOGĄ TAKŻE NIEZALOGOWANI CZYTELNICY!!

                         *********************************************************** 

               
                     Ren rozejrzał się po swoim pokoju siedząc na łóżku. Od jakiegoś czasu czuł się wszędzie obserwowany. Wydarzenia, które od kilku dni miały miejsce w jego życiu bardzo na niego wpłynęły. Najpierw ten atak w parku, później przybycie ochroniarza... właśnie. Ochroniarz. Hwang Minhyun - niezwykle przystojny i tajemniczy chłopak praktycznie w wieku Ren'a. Pomimo to, ojciec Minki'ego zdawał się mu ufać. Ren na własnej skórze przekonał się, że Minhyun jest inteligentny i zdolny. Obezwładnił go bez specjalnego wysiłku. Jakby robił to codziennie. W dodatku niemalże od razu znalazł kryjówkę Choi, a nawet jego najbliżsi o niej nie wiedzieli. Nie rozumiał - jak ktoś, kto zna go od zaledwie kilku dni, mógł tak szybko go rozszyfrować? Minhyun wyglądał na naiwnego, ale to była tylko zmyłka. Był bystrzejszy niż komukolwiek mogło się wydawać.
      Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Stało się to dla niego codziennością. Nie musiał pytać i tak wiedział kto za nimi stoi, ale mimo to podszedł bliżej wejścia jakby w ten sposób osoba po drugiej stronie miała go lepiej słyszeć.
 - Jeszcze żyję! Nikt mnie nie porwał, nie pobił ani nie spojrzał na mnie krzywo, więc nie martw się i idź na śniadanie! - oznajmił na tyle głośno, aby Minhyun mógł go usłyszeć. Ten po prostu wszedł do środka - Co ty wyprawiasz? Mówiłem, że nic mi nie... - zamilkł widząc zadowolony uśmieszek na twarzy Hwang'a.
 - Rzeczywiście jesteś chłopakiem... - starszy ledwo powstrzymywał śmiech. Nagle Minki zrozumiał, a jego twarz pokryła się purpurą.
 - Za drzwi! Już! - warknął rzucając w ochroniarza poduszką - Cholerny Hwang... - mruknął zakładając bokserki, które nie wiadomo jak i kiedy znalazły się za jego łóżkiem. Uznał, że nawet nie będzie się nad tym zastanawiać, bo bał się do jakich może dojść wniosków.
Ubrał się szybko i otworzył drzwi napotykając za nimi kpiący uśmieszek Minhyun'a.
 - Coś ty robił w nocy? - ochroniarz parsknął śmiechem wywołując u Ren'a kolejny rumieniec.
 - Nie twój zakichany biznes! - burknął spuszczając wzrok.
 - Nawet ty nie wiesz jak to się stało prawda? Brałeś coś przed snem? - zakpił starszy. Jakby mi czytał w myślach... jak on to robi? - zastanawiał się młodszy. Z zamyślenia wyrwał go głos chłopaka - Idziemy czy nie?
 - Taa... - mruknął i podążyli w kierunku jadalni. Tam czekało już na nich śniadanie. Uporali się z nim w miarę szybko. Już mieli wychodzić z sali, kiedy w drzwiach Ren niemal wpadł na swojego ojca.
 - Ren. Szybko dzisiaj wstałeś. Widzę, że obecność pana Hwang'a ma na ciebie dobry wpływ.
Na wspomnienie poranka Minki zaczerwienił się nieco.
 - Yyy... cześć tato. - przywitał się szybko i wyminął ojca prawie, że biegnąc do pokoju. Pan Choi spojrzał pytającym wzrokiem na ochroniarza swojego syna.
 - Coś się stało? - spytał.
 - Ostatnio dużo się wydarzyło w jego życiu. Musi trochę ochłonąć. Nic konkretnego się nie stało od kiedy tu jestem. - odparł Minhyun skutecznie powstrzymując nikły uśmieszek cisnący mu się na usta.
 - Mimo wszystko, chcę abyś poszedł ze mną. Złożysz mi oficjalny raport. Wczoraj dosyć późno wróciliście.
 - Ależ oczywiście. - chłopak ukłonił się i poszedł za panem Choi do jego biura.

            Ren wpadł do swojego pokoju i od razu zamknął za sobą drzwi. Z trudem powstrzymywał czerwień wkradającą się na jego twarz. Uderzył się otwartą dłonią w policzek. Nagle usłyszał jak drzwi od pomieszczenia otwierają się i staje w nich Baekho.
 - Własnego ojca się boisz? - zaśmiał się wchodząc do pokoju. Ren posłał mu mordercze spojrzenie.
 - Czego chcesz? - warknął.
 - Niczego. Czy już nie można bezinteresownie odwiedzić kuzyna? - Kang udał zdziwionego.
 - Muszę cię niestety wyprosić, bo jestem zajęty... - zaczął Minki, ale Baekho mu przerwał:
 - Biciem się po twarzy? To jest, to arcyważne zajęcie, przez które nie możemy sobie pogadać jak na rodzinę przystało? - zakpił Dongho.
Ren przewrócił oczami i podszedł do okna.
 - Więc, czego chcesz? - spytał po raz kolejny.
Kang westchnął.
 - Widzę, że nie przekonam cię do swojej bezinteresowności.
Choi nie odpowiedział tylko oglądał ogród za oknem. Dokładniej - drzewo, starą wierzbę płaczącą w części widocznej jedynie z jego okna. Tam po raz pierwszy przekonał się o zdolnościach swojego ochroniarza. Zacisnął pięść. Baekho zauważył zmianę w nastroju kuzyna. Już chciał do niego podejść, kiedy usłyszał:
 - Mam go dość.
Zatrzymał się i przyjrzał blondynowi. Nie widział jego twarzy, ale wiedział, że jest obojętna. Jak zawsze.
 - Kogo masz dość? - spytał.
Ren odwrócił się. Widać, że trudno mu było nie wybuchnąć, ale trzymał emocje na wodzy.
 - Hwang Minhyun. Mój wkurzający ochroniarz. Co jest w nim najgorsze? Wszystko. Inteligencja, zwinność, wytrwałość, upartość, wygląd, zapach. Wszystko w nim powoduje, że nie potrafię się przed nim bronić!
Dongho zaśmiał się.
 - Hwang Minhyun... on jest powodem twojego zachowania? Serio? Ty się...
 - Zamknij się! - warknął Ren. Co za kretyn. Co on sugeruje?
 - Nie no, ale... ty się przejmujesz swoim ochroniarzem? - ponownie zakpił z blondwłosego. Minki odetchnął z ulgą. A już myślałem, że on myśli o czymś innym...
Dyskusja trwałaby pewnie o wiele dłużej, gdyby nie fakt, że do pokoju wparował JR.
 - Baekho! Idziemy! Pożegnaj się z naszym kochanym kuzynem, bo Aron na nas czeka na dole i powiedział, że wydłubie ci oczy jeśli nie zejdziesz w ciągu pięciu minut. A już minęły trzy...
Tamten zerwał się z miejsca i krzyknął tylko "pa!" na odchodnym, kiedy biegł w kierunku schodów. Ren pokręcił z politowaniem głową.
 - Trzymaj się Ren! - pożegnał się JR i również zbiegł po schodach na dół.
Minki westchnął i przeczesał ręką swoje blond włosy. Usłyszał czyjeś kroki. Odwrócił się i stanął twarzą w twarz ze swoim ochroniarzem.
 - Już skończyliście? - zdziwił się Choi.
 - Przed chwilą. Jeszcze rozmawiałem z Aronem. Miły jest.
Ren, który właśnie szedł w głąb pokoju, potknął się, kiedy usłyszał ostatnie zdanie wypowiedziane przez Hwanga. Od kiedy słowa "Aron" i "miły" występują w jednym zdaniu? 
 - Na pewno spotkałeś TEGO Arona? - spytał ostrożnie. 
 - A jest jakiś inny? - westchnął Minhyun kręcąc głową.
- A wyglądał jakby był chory?
- Nie. - odparł krótko starszy przeciągając się. Minki odwrócił wzrok. Nie chciał na to patrzeć.
- Ale jesteś absolutnie pewny, że mówimy o tym samym Aronie?
- O co ci chodzi? - zdziwił się Minhyun.
- O nic już...
I na tym skończyli temat.
 - W każdym razie, dzisiaj zaczynamy treningi. - odparł Hwang. Młodszy spojrzał na niego zaskoczony.
 - Jakie treningi?
Minhyun westchnął.
 - Musisz nauczyć się panować nad swoimi zdolnościami. Wychodzi ci to nawet nieźle, ale twój wzrok wciąż potrafi zabić. W dodatku muszę zapobiec sytuacji, w której zdany sam na siebie będziesz bezbronny. - oznajmił. Choi zalała fala gorąca. On się mną przejmuje? Nie... Pewnie to ojciec mu kazał mnie trenować i on musiał się zgodzić. 
  - Ojciec przesadza... - mruknął Minki.
  - To nie on to wymyślił.
  - A kto?
  - Ja.
Minki spojrzał na niego zdezorientowany.
 - A-ale po co?
Brunet przewrócił oczami zirytowany.
 - Już ci mówiłem, więcej nie powtórzę. A teraz chodź. - wskazał młodszemu, aby ten szedł za nim.
 - Ale chwila! Mam iść tak jak jestem? - zdziwił się Ren.
 - Nie. Masz polecieć. - odparł Hwang.
Blondyn spojrzał na niego podejrzliwym wzrokiem. Ochroniarz oznajmił mu to takim głosem, że Minki naprawdę przez chwilę pomyślał, iż mówił to na serio. Jednak prędko odsunął od siebie tę myśl. Ten przystojny brunet może i był dziwny, ale nie był idiotą. Chyba...
 - Żartujesz sobie ze mnie! - burknął Choi oskarżycielsko wskazując na niego palcem. Minhyun zaśmiał się.
 - Bystra jesteś księżniczko...
 - Tylko nie księżniczko! Nie zapominaj, że nie jestem dziewczyną!
 - Dobra, dobra! Tylko mi się znów nie rozbieraj na dowód...
Po co on mi to przypomina? - jęknął w myślach Ren czerwieniąc się po raz kolejny tego dnia. Nie miał już siły dyskutować z Minhyunem, więc po prostu wyminął go kierując się do sali treningowej.
 - Ale to nie w tą stronę. - oznajmił Hwang. Minki spojrzał na niego jak na idiotę.
 - Ja chyba lepiej znam rozkład własnego domu, nie?
 - Skąd wiesz gdzie chcę cię zabrać? Nie idziemy na salę treningową, tylko do ogrodu. Dlatego właśnie proszę cię, żebyś szedł za mną, a nie przede mną. Nie martw się. Trafię.
Przez resztę drogi nie odezwali się do siebie ani słowem.

     Ren jęknął z bólu, kiedy po raz kolejny wylądował na ziemi.
 - Wstawaj! Jeszcze raz. - Minhyun chciał pomóc mu wstać, ale Minki odepchnął jego dłoń i podniósł się sam.
 - Wkurzasz mnie. - mruknął przeczesując palcami włosy. Gumka zjechała mu z włosów, przez co miał na głowie istny nieład. Ubranie miał już brudne od ziemi i trawy. Nienawidził, kiedy coś w jego wyglądzie się nie zgadzało. Był na tym punkcie wyczulony. Szybko, lecz dokładnie poprawił fryzurę i ponownie zbliżył się do ochroniarza.
 - Atakuj. - powiedział Hwang. Ren próbował go kopnąć, ale brunet z łatwością uniknął ciosu łapiąc go za kostkę - I co teraz zrobisz, księżniczko? Spróbuj mnie kopnąć drugą nogą.
 - Nie dam rady! Przewrócę się! - prychnął Minki.
 - Nic ci nie będzie. Obiecuję! Zaufaj mi. - poprosił Minhyun. Chociaż "poprosił" to nieodpowiednie słowo...
 - Mam ci zaufać? Jeszcze czego. - fuknął.
 - Nie masz wyboru. Jesteśmy tu sami, a ja tak szybko twojej nogi nie puszczę. Więc? Zrobisz to, o co cię tak ładnie proszę?
Minki nie miał wyboru. Zamknął oczy i z zamachnął się drugą nogą. Niestety, tak jak przewidział, nie udało mu się i już miał uderzyć głową o podłoże, kiedy poczuł, że ktoś łapie go za nadgarstek i ciągnie w swoją stronę. Odruchowo oplótł wybawcę nogami w pasie i wtulił się w jego klatkę piersiową. Minhyun przytrzymał go za uda, żeby młodszy nie spadł. Ren nie myślał wtedy jak to może wyglądać. Przestraszył się nie na żarty.
 - Mówiłem, że możesz mi zaufać. Ja nie gryzę. - szepnął brunet owiewając ucho Ren'a ciepłym oddechem. Spodziewał się, że blondyn odepchnie go i rzuci jakąś kąśliwą uwagę, ale ku jego zdumieniu ten tylko mocniej wtulił się w jego ciało.
 - Wiem. Jesteś człowiekiem godnym zaufania. Co nie zmienia faktu, że działasz mi na nerwy. - spojrzał mu w oczy mrużąc je nieco - Ale jeśli powiesz komukolwiek, że widziałeś mnie nago...
 - Tak, tak, wiem. Zabijesz mnie i nie będzie co zbierać. Przewidywalny jesteś, wiesz? - Minhyun uśmiechnął się ciepło. Po raz pierwszy. Jak i po raz pierwszy Ren odwzajemnił ten uśmiech.
 - Lepiej mnie zanieś do pokoju. Dość mam już trenowania. Teraz przydałaby mi się ciepła kąpiel...
Hwang nie kazał sobie dwa razy powtarzać. Obrócił młodszego w ten sposób, że trzymał go jak pannę młodą i skierowali się do domu.

       Nie wiedzieli, że na poddaszu jest okno, z którego dobrze widać płaczącą wierzbę, przy której trenowali. Stamtąd oglądała ich poczynania niezwykle piękna i bystra kobieta. Uśmiechała się. Po jej policzku spłynęła łza.
 - Minki... my z ojcem też kiedyś byliśmy tacy młodzi. Korzystaj z tych beztroskich chwil. Kochaj całym sercem. Każdy kto kocha ma do tego prawo. Żadna miłość nie jest nieodpowiednia. Zapamiętaj to synku.
Zasunęła czarne zasłony i wyszła z pokoju, dwa razy przekręcając klucz w zamku.

           Mimo późnej pory, Ren stał pod drzwiami pokoju swojego ochroniarza nie wiedząc co robić. Zapukać czy odejść po cichu? Nie chciał być namolny. Po prostu miał zły sen. Znów śnił mu się ciemny pokój. On przywiązany był do krzesła na samym jego środku. Dookoła niego było brudno od krwi. Ciała bliskich leżały u jego stóp. Miał na oczach czarną opaskę, którą ktoś nagle zdjął... i w tym momencie jego sen się kończył. Jednak tej nocy miarka się przebrała. Jego sny nigdy nie były takie szczegółowe. Nigdy nie było w nich krzyków cierpiących ludzi, płaczu, błagań. Nie wytrzymał. Jego nogi same zaniosły go pod pokój Minhyun'a. Dobra Ren. Nic się nie stanie jak zapukasz. Przecież ty robisz to co chcesz. Jeśli akurat się boisz, to nie musisz tego ukrywać. Sam powiedziałeś - możesz mu zaufać. Dlatego pokaż, że mu ufasz i idź do niego. Nie bój się, bo to żałosne z twojej strony. Pokaż, że jesteś facetem i zapukaj w te cholerne drzwi!
        Delikatnie zapukał w malowane na biało drewno. Usłyszał ciche "proszę". Po kilku sekundach wszedł do środka. Pierwszy raz był w pokoju swojego ochroniarza nie licząc dnia, w którym ten się wprowadził. Po tym krótkim czasie można było już czuć ten przyjemny zapach wanilii unoszący się w powietrzu.
         Minhyun leżał na brzuchu, na łóżku. Przeglądał jakieś dokumenty. Gryzł końcówkę długopisu. Kiedy zobaczył swojego "gościa", zaskoczony upuścił maltretowany przedmiot.
 - Coś się stało? - spytał. Minki wyraźnie się zaczerwienił. Wyglądał przez to tak uroczo, że starszemu miękło serce, a uśmiech sam pchał się na usta.
 - N-nic w sumie... po prostu... ja... no... miałem zły sen... - mruknął zawstydzony Ren. Hwang podniósł się z łóżka i podszedł do młodszego, po czym przytulił go delikatnie.
 - No kto by pomyślał, że księżniczka obudzi się w nocy i przyjdzie do mnie. Gdzie twoja żelazna zasada, "nie potrzebuję niczyjej opieki"? Hmm? - parsknął śmiechem.
 - Wypadła w ogrodzie, kiedy prawie się zabiłem. - burknął Ren.
 - No nie przesadzaj! Złapałem cię przecież!
 - Phi! Nie miałeś wyboru. Jakby coś mi się stało, mój ojciec by cię powiesił!
Minhyun zaśmiał się.
 - Widzę, że humorek się poprawił? Dalej się boisz tego... snu? - Minki odruchowo spiął się na jego słowa. Nieśmiało kiwnął głową - W takim razie możesz zostać tutaj księżniczko.
Hwang zaprowadził Ren'a do swojego łóżka. Kiedy młodszy już się położył, nakrył go kołdrą i usiadł po drugiej stronie ponownie biorąc do ręki dokumenty, które wcześniej przeglądał.
     Choi leżał chwilę, ale nie mógł zasnąć. Bał się, że znów przyśni mu się to. Podniósł się do siadu i zerknął na swojego ochroniarza. Chłopak wciąż siedział nad papierami. Połowa z nich leżała obok niego, a druga połowa wciąż była przez niego trzymana. Oparł głowę na jego ramieniu.
 - Co to jest? - spytał zaciekawiony.
 - Pewne dokumenty, które będę musiał zawieźć jutro do agencji. Oczywiście ty pojedziesz ze mną, bo nie mogę cię spuścić z oczu.
 - Aha... Daleko to? - spytał Minki.
 - Mniej więcej godzina drogi samochodem.
 - Co?! Przecież to dłuugooo... ja się tam wynuuudzę... - marudził Ren. Minhyun najwyraźniej skończył czytać. Wstał z łóżka i położył dokumenty na biurku. Następnie zgasił światło i po omacku doszedł z powrotem do posłania. Wsunął się pod kołdrę i odwrócił twarz w kierunku blondyna. Ten nie spał tylko patrzył na niego.
 - Idź już spać księżniczko. Dobranoc. - oznajmił cicho.
 - Dobranoc mości rycerzu... - mruknął Choi zamykając oczy. Minhyun parsknął śmiechem i poszedł w jego ślady. Nagle poczuł jak młodszy się w niego wtula. Zdziwił się. W końcu, Ren nie należał do osób, które się przytulają do kogokolwiek, a ten chłopak nieraz już tego dnia się do niego zbliżył. Objął go delikatnie i obaj oddali się w objęcia Morfeusza.

poniedziałek, 4 marca 2013

Taki mały zapychacz. XD

To prawda, przyznaję się bez bicia - nie mam pomysłu na nowy rozdział. -,- Znaczy, coś się pisze, ale najszybciej jutro się pojawi. Jeśli w ogóle ktoś to czyta. XD A tymczasem ja wstawiam trochę cudnych fotek wyłowionych z cudownego internetu. ;D








Do następnego! ;*

poniedziałek, 18 lutego 2013

[YAOI] "Dziedzictwo" - Part 1

                Hejoooo gejooo! ^^ To jest właśnie opowiadanie, o którym już wspominałam wcześniej. Paring to tak jak zapowiadałam MinRen (Minhyun i Ren z zespołu NU'EST). Co do gatunku to nie jestem teraz w stanie się wypowiedzieć. Wszystko wyjdzie w praniu. ;) Rozdział ogólnie był pisany długo i nie powiem, że było mi łatwo i zawsze przyjemnie go pisać. Miałam co do niego ogrooomne wątpliwości i wciąż zmieniałam sens opowiadania, ale wreszcie udało mi się coś wypocić. Rozdział dość długi jak na moje "standardy", więc mam nadzieję, że to zrekompensuje dłuuuuugi okres mojej bezczynności na blogu! XD Miłej lektury! ;D

                  *****************************************************************

               Chłopak obudził się w momencie, kiedy promienie słońca wdarły się do pokoju i rozpoczęły taniec na jego twarzy. Ziewnął przeciągle i wstał z posłania. Podszedł do lustrzanych drzwi szafy i przejrzał się. Jego dość długie jak na chłopaka, blond włosy sterczały na wszystkie strony. Na młodej i zwykle pięknej twarzy teraz widać było zmęczenie. Potarł zwiniętą w piąstkę dłonią oko i rozsunął drugie drzwi od szafy. Były z ciemnego, bordowego drewna. Wybrał odpowiednie ubrania i dodatki po czym udał się do łazienki. Po drodze nie spotkał nikogo. Muszę ogarnąć to gniazdo na mojej głowie... - pomyślał i z tym zamiarem przyspieszył kroku. Została mu godzina na przygotowanie się i zjedzenie śniadania. Szybko wszedł do łazienki, umył się, ubrał i uczesał. Niektórzy powiedzieliby, że się maluje, ale on nie potrzebował takich zabiegów. Miał delikatną, jasną skórę, która idealnie współgrała z jasnymi, blond włosami i zimnymi, czarnymi oczami, na które zakładał bezbarwne soczewki. Kiedy wyszedł z łazienki spotkał na korytarzu pokojówkę, która wpatrywała mu się z niemym zachwytem. Skinął na nią głową. Szybko otrząsnęła się z transu i ukłoniła.
 - Witaj paniczu.
Nie odpowiedział jej tylko ruszył dalej przed siebie. Zszedł do jadalni, gdzie czekało na niego śniadanie. Miał na jego zjedzenie dziesięć minut. Prędko się z nim uporał i poszedł do biblioteki, gdzie czekała na niego reszta rodziny wraz z kilkoma innymi osobami. Ukłonił się na powitanie. Wśród nich zauważył swoich rodziców, kuzyna Jonghyun'a, na którego wołano JR oraz opiekuna nazywanego przez wszystkich "Aron". Usiadł na czarnej, skórzanej kanapie obok Baekho i zatrzymał wzrok na swoim ojcu, który zaczął mówić wyniosłym głosem:
  - Skoro jesteśmy już wszyscy, pragnę oficjalnie się z wszystkimi przywitać. Wiecie dobrze dlaczego tu jesteśmy. Mój ojciec, a zarazem szef Rady, ogłosił alarm drugiego stopnia. Ostatnio miał miejsce nieprzyjemny incydent związany z egzystencją mojego syna Minki. - blondwłosy chłopak wcisnął się mocniej w siedzenie. Uhu... zaczyna się! - mruknął w myślach - Choi Minki, znany wam również jako Ren, wzbudził zainteresowanie naszych wrogów. Musimy zadbać o to, aby nic mu się nie stało oraz dowiedzieć się czego od niego chcą. To jest nasze zadanie priorytetowe. Aron wraz z Baekho i JR mają nie odstępować Ren'a na krok do przyjazdu jego nowego ochroniarza. Za to Minki ma im się nie naprzykrzać i wypełniać ich polecenia. Czy to jasne? Tymczasem reszta pomoże mi odkryć plany "drugiej strony". Wszyscy wiedzą co mają robić? 
W całej sali można było usłyszeć pomruki oznajmujące, że każdy zrozumiał. Wreszcie odezwał się Ren:
 - Ale dlaczego mam mieć niańki?! I jeszcze ten ochroniarz! Czy zrobiłem coś złego? W domu chyba nie muszą mnie pilnować, no nie? Mam siedemnaście lat! Jestem prawie dorosły, a wy jak zwykle traktujecie mnie jak dziecko! - wstał z kanapy i podszedł do drzwi z zamiarem wyjścia. Nagle poczuł, że ciało mu zastyga.
 - Nigdzie nie idziesz. - oznajmił jego ojciec - Zebranie jeszcze się nie skończyło.
Jednym gestem z powrotem "uruchomił" jego mięśnie. Chłopak prawie wpadł na drzwi. Mruknął pod nosem jakieś przekleństwo i usiadł znów na kanapie. 
 - Ogłaszam zebranie za zakończone. Zostaje ze mną tylko mój syn.
Czas na wykład...
Wszyscy wyszli, więc pan Choi zaczął:
  - Powinieneś zachowywać się tak, jak na Dziedzica przystało. Dlaczego wciąż się buntujesz? Chcesz pokazać jaki to jesteś dorosły? To przestań zachowywać się jak rozpieszczony dzieciak. Ostatnio prawie zginąłeś razem z pięcioma innymi osobami w tym Baekho i JR! Naprawdę chcesz mnie zdenerwować? 
Ren spojrzał na ojca swoimi zimnymi jak lód oczami.
 - Przepraszam. To się więcej nie powtórzy ojcze. Czy mogę iść do swojego pokoju? Chciałbym się przygotować, bo za dziesięć minut wychodzę przejść się po mieście. - oznajmił z szacunkiem w głosie. 
 - Rozumiem. Pamiętaj, że Aron i chłopcy idą za tobą. Nie kombinuj i nie utrudniaj im roboty. Seul to duże i zaludnione miasto, ale oni są wszędzie rozumiesz? Uważaj na siebie synu.
Chłopak skinął głową i wyszedł z biblioteki.

         Tak jak planował, wyszedł z domu i udał się chodnikiem w stronę parku. Świeże powietrze dobrze działało na jego zmysły. Wciąż myślał nad słowami ojca. Do przyjazdu ochroniarza... Ciekawe kto to. - zastanawiał się blondyn. Jego włosy były związane z tyłu głowy, a prosto ścięta grzywka opadała na czoło. Ludzie cały czas na niego zerkali. 
     Choi Minki zwracał na siebie uwagę wyglądem. Jednak to nie była jedyna rzecz, która różniła go od innych. Ren należał do starego i bogatego rodu. W jego rodzinie raz na sto lat pojawia się osoba zwana "Dziedzicem". I tu właśnie wkracza Ren - kolejny Dziedzic. Chłopak nie ma lekko. Jego rola w rodzinie jest bardzo ważna. Ostatnio miał miejsce incydent, który zainteresował inny ród. 

          Był wieczór. W parku nie było żywej duszy. Takie chwile Ren lubił najbardziej. Samotność wcale mu nie doskwierała. Potrzebował jej. Na każdym kroku był kontrolowany, a w ten sposób mógł chociaż poczuć jakby był wolny.
 Nagle usłyszał szelest w krzakach. Odwrócił się. Z miejsca skąd wydobywał się dźwięk wyszedł lis. Ren odsunął się nieznacznie. Zwierzę wyglądało zbyt spokojnie. Nawet małe dzieci wiedzą, że może być chore na wściekliznę. Jednak lis nie zbliżał się. W pewnym momencie wydał z siebie dziwny dźwięk, a następnie Ren usłyszał jak warczy:
 - To on! 
Wtedy wokół Minki'ego pojawiło się kilku mężczyzn ubranych na czarno. Jeden z nich, zapewne szef, zaśmiał się kpiąco:
 - I to ma być ten cały Dziedzic? Litości! On nawet nie wygląda jak facet. Przecież to jakaś laska! 
Reszta grupy wtórowała mu głupkowatym śmiechem. Blondynowi jednak nie było do śmiechu. Ci kolesie nie byli tylko ulicznymi dresami i dobrze o tym wiedział.
 - Czego ode mnie chcecie? - warknął. 
 - Dowiesz się za chwilę. Jak tylko z nami pójdziesz. - oznajmił "szef bandy".
Choi zaśmiał się perfidnie. 
 - Żałosne! Myślicie, że tak po prostu z wami pójdę? Będziecie musieli zaciągnąć mnie siłą!
Jeden z mężczyzn rzucił się na niego. Ren wyminął go i w locie złapał za rękę powalając na ziemię. Po chwili następnych dwóch ruszyło w jego kierunku. Minki nie umiał tak dobrze walczyć. Miał co prawda swoją "zdolność", ale nie był w stanie jej wykorzystać. Wreszcie nadarzyła się okazja, gdy jeden z nich spojrzał w jego oczy. I to był błąd. Zimne, czarne oczy Choi Minki'ego potrafiły zabić. Mężczyzna natychmiast się zatrzymał. Zaczęło mu brakować powietrza. Dusił się. Reszta kompanów spojrzała na niego przerażonym wzrokiem. Nie wiedzieli co się dzieje. Tylko ich szef zdawał się być niewzruszony.
 - Idioci! Co tak stoicie? Łapać go, bo nam nie zapłacą! 
Wreszcie jeden z jego ludzi padł na ziemię. Dwóch innych podbiegło do niego. Wyczuli słaby puls. Żył, ale ledwo. Gdyby Ren chciał mógłby go udusić. 
       Każdy kto spojrzy w oczy Ren'a mógł umrzeć. Dlatego chłopak nosił soczewki. Dzięki nim ludzie z jego otoczenia mogli czuć się bezpiecznie.
    Nagle tuż przed nim pojawił się jego opiekun Aron wraz z Baekho - kuzynem Ren'a. Młodszy (Baekho) chwycił go i uciekli. Aron zajął się najemnikami.

              Po tamtym wydarzeniu rodzice Ren'a wynajęli mu ochroniarza. Miał przyjechać dzisiaj popołudniu. Do tego czasu Minki mógł nacieszyć się wolnością. 

         
 Tego samego dnia popołudniu...
            
                   Do rezydencji państwa Choi wjechała duża, czarna terenówka. Była zadbana i miała przyciemniane szyby. Ze środka wysiadł młody, siedemnastoletni chłopak. Miał ciemne włosy, kolorową koszulkę i skórzaną kurtkę. Był przystojny.
 - Hwang Minhyun? - usłyszał za sobą.
Odwrócił się i przywitał z panem domu.
 - Dzień dobry. Pan zapewne nazywa się Choi Sunsang. To zaszczyt móc pana poznać. - ukłonił się nisko.
 - Rozumiem, że nie zostałeś jeszcze poinformowany na czym ma polegać twoje zadanie? - spytał mężczyzna.
 - Wiem tylko tyle, że mam kogoś ochraniać. To wszystko.
 - Zapraszam! - pan Choi uśmiechnął się i wskazał chłopakowi wejście domu gestem ręki - Nie będziemy rozmawiać na zewnątrz. Wejdźmy do środka. 
Dom był urządzony "na bogato". Eleganckie, drogie meble, drewniane i marmurowe wykończenia sprawiały wrażenie jednocześnie starych i zadbanych. 
Minhyun poszedł za panem Choi do góry po wielkich, eleganckich schodach z misterną poręczą. Weszli do biblioteki, gdzie gospodarz kazał Hwang'owi usiąść na czarnej, skórzanej kanapie. Sam zajął miejsce w fotelu na przeciwko. 
 - Przyszedł czas na wyjaśnienia. - zaczął mężczyzna - Twoim zadaniem jest ochrona mojego syna, Choi Minki'ego. Powinien zaraz się pojawić.
Jak na zawołanie do biblioteki wszedł blondyn. Widząc obcego chłopaka siedzącego na kanapie znieruchomiał na moment, ale po kilku sekundach ruszył dalej. 
          Minhyun nie mógł się napatrzeć na piękną, symetryczną i delikatną twarz chłopaka. Jasna cera i włosy kontrastowały z czarnymi jak noc oczami. Wygląda jak piękna dziewczyna... - pomyślał. Wstał z kanapy i skłonił się lekko. Ren wykonał ten sam gest i usiadł obok niego na kanapie.
 - To właśnie mój syn Minki. - przedstawił chłopaka mężczyzna.
 - Choi Minki. Mów mi Ren. - oznajmił blondyn.
 - Hwang Minhyun. Miło mi.
 - Minhyun będzie twoim ochroniarzem.
Na te słowa Ren zaniemówił. Jak chłopak w jego wieku może być jego ochroniarzem?
 - Ale on jest w moim wieku... - zaczął, ale ojciec mu przerwał:
 - Znów kwestionujesz moje decyzje? Nie martw się. Pan Hwang doskonale sobie poradzi. Zostawię was teraz samych, żebyście się poznali. Ren, Minhyun zamieszka w pokoju w twoim prywatnym skrzydle. Zaprowadź go.
 - Jeśli tego sobie życzysz ojcze. - chłopak skłonił się niedbale i gestem ręki kazał Minhyun'owi iść za sobą. 

           Pokój Minhyun'a tylko trochę różnił się od pokoju Ren'a. Oba urządzał blondyn. Duże okno było zakryte zasłoną. Ciemna szafa była odrobinę mniejsza od tej w pokoju Minki'ego. Innymi słowy, nie był to typowy pokój gościnny. Widać było, że Minhyun ma tam spędzić dłuższy czas.
 - To twój pokój. - oznajmił Minki jakby to nie było oczywiste - Ja mieszkam tuż obok. Rozgość się. A ja nie będę przeszkadzać...
 - Dzięki. Ale od tej chwili będziesz pod moją opieką, więc chcę omówić parę spraw. Przyjdź za dziesięć minut.
 - Rozumiem. - odparł chłodno Ren i wyszedł. Ogarnie się w dziesięć minut? Co on? Supermen jakiś czy co? - zdziwił się Minki, ale nie powiedział tego głośno. Bez słowa oddalił się od pokoju swojego ochroniarza i udał do siebie.

          Dziesięć minut później zapukał do pokoju Minhyun'a. Usłyszał krótkie "proszę" i wszedł do środka. Poczuł przyjemny zapach wanilii. Rozejrzał się za chłopakiem. Ten właśnie wyszedł z łazienki. Dla sprostowania - był bez koszulki i miał na sobie tylko ciemne dżinsy z przetarciami. Ren'owi na chwilę odebrało oddech. Minhyun stał przed nim. Miał idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową oraz barki i ramiona. Nie był napakowany, ale miał delikatnie zarysowane mięśnie i płaski brzuch. Ciemnowłosy zauważył poruszenie na twarzy blondyna.
 - Coś się stało? - spytał. Ren szybko się otrząsnął i lekko zarumienił.
 - Sam kazałeś mi tu przyjść. - mruknął opuszczając głowę w dół i zakrywając rumieńce kosmykami włosów.
 - Usiądź. - polecił Hwang. 
 - Dzięki, postoję. - odparł chłopak. Nie zamierzał się podporządkowywać komuś kto jest mniej więcej w jego wieku. Minhyun usiadł na krześle.
 - Trochę to zajmie, więc lepiej zrób co ci radzę. - oznajmił. Ren przewrócił oczami i usiadł na łóżku, na przeciwko swojego rozmówcy.
 - Ile ty właściwie masz lat? - wypalił po chwili.
 - Siedemnaście.
 - Który miesiąc?
 - Sierpień. - odparł spokojnie Minhyun - Nie wiem do czego zmierza ta rozmowa. Wiem, że jestem od ciebie starszy. Jesteś z listopada. I nie o tym chciałem z tobą mówić. - przerwał przyglądając się reakcji młodszego, który zerkał na niego co chwilę znudzonym wzrokiem. Blondyn nie mógł patrzeć na niego przez cały czas, bo się rumienił, a nagi tors ochroniarza sprawiał, że nie kontaktował.
 - Streszczaj się. - burknął Ren z trudem opanowując rumieniec - I załóż coś na siebie! - dodał całkiem odwracając wzrok. Minhyun zaśmiał się i włożył koszulkę.
 - Lepiej? - spytał z rozbawiony.
 - Yhym. - mruknął młodszy spoglądając na niego nieco pewniej. W sumie mogłem jeszcze sobie popatrzeć...
 - No więc, wracając do tematu, chciałem z tobą porozmawiać o naszej współpracy, no i o tobie oczywiście. - oznajmił Minhyun - Po pierwsze, wytłumacz mi przed kim oraz dlaczego mam cię chronić.
Ren westchnął. Spodziewał się tego pytania.
 - Rozumiem, że muszę tłumaczyć ci wszystko od podstaw? - Minhyun nie odezwał się, więc uznał to za potwierdzenie - Moja rodzina jest bardzo stara. Co sto lat pojawia się wśród nas Dziedzic, czyli osoba ze specjalnymi zdolnościami. W tym stuleciu wypadło na mnie. Noszę specjalne soczewki, ponieważ moje oczy mogą nawet zabić. Oczywiście przy odpowiednim treningu mógłbym opanować tą zdolność oraz znacznie ją rozwinąć, ale to wymaga czasu. Tymczasem ktoś zaczął na mnie polować. I tutaj wkraczasz ty. Masz mnie chronić. To koniec bajki. 
Minhyun kiwnął głową. 
 - Rozumiem. - odparł ze spokojem. Nie takiej reakcji Ren się spodziewał. Raczej krzyku albo niedowierzania, ale Hwang łyknął wszystko od razu jak jakieś bezsmakowe lekarstwo.
 - Tylko tyle? Uwierzyłeś w każde moje słowo? - zapytał blondyn.
 - W tej branży umie się rozpoznać kto kłamie, a kto mówi prawdę. A poza tym... 
 - Hmm? - blondyn spojrzał na niego pytającym wzrokiem. Minhyun wstał i pochylił się nad młodszym wywołując u niego gęsią skórkę. Minki poczuł wyraźny zapach wanilii.
 - Czy ten pachnący truskawkami chłopiec dałby radę mnie okłamać? Pamiętaj po prostu, żeby mówić mi, gdzie chcesz iść. Muszę wiedzieć gdzie jesteś. - uśmiechnął się zadowolony i odsunął od Ren'a. Ten próbował się otrząsnąć po dopiero co przeżytym szoku. Słowa ciemnowłosego... jego zapach... to wszystko wywoływało u chłopaka burzę emocji, której nie potrafił ogarnąć myślami.
 - Yyy... ja już pójdę. - mruknął i wstał szybko - Kolacja jest o osiemnastej. - dodał prędko i wyszedł.
 - Zabawny jest. - Minhyun poczekał aż młodszy wyjdzie, a następnie roześmiał się cicho. Już czuł, że w tym miejscu i z tym chłopakiem nie będzie się nudził. Ren miał charakterek i Hwang wiedział, że Minki już niedługo pokaże na co go stać.

            Tak jak przewidział, długo czekać nie musiał. Już pierwszego dnia, kiedy powędrował do pokoju młodszego z zamiarem sprawdzenia czy jest tam, gdzie powinien być, oczywiście go nie zastał. Czy był wkurzony? Oczywiście. Jednocześnie był też trochę zaciekawiony. Cóż takiego mogło porabiać jego "zadanie"? Postanowił go poszukać.
            Tymczasem Ren siedział w głębi ogrodu, pod wierzbą płaczącą. Lubił tam siedzieć. Nikt tamtędy nie przechodził oraz nie odwiedzał tego miejsca, więc miał spokój. Jednocześnie był pewien, że nie znajdzie go tutaj Minhyun.
Zamknął oczy i skupił się na wyczuwanych przez siebie zapachach. Nagle poczuł delikatną woń wanilii. Wygiął usta w delikatnym, ledwo zauważalnym uśmiechu. Nagle oprzytomniał i przypomniał sobie czyj to zapach. Gwałtownie otworzył oczy i zerwał się z miejsca. 
 - Kto by pomyślał, że tak szybko cię znajdę... - mruknął Hwang uśmiechając się lekko. Minki prychnął.
 - Gratulację. Chcesz dyplomik do powieszenia na ścianie? 
Minhyun uniósł jedną brew.
 - Cięty masz języczek jak na kogoś, kogo chcą zabić. No i oczywiście byłbym chory, gdybym nie wspomniał o twojej głupocie. Mimo, że to twój dom, powinieneś uważać. Ile razy mam cię prosić, żebyś mówił mi dokąd idziesz? - dodał już trochę zły. Ren wyczuł złość w głosie starszego.
 - Na razie wspominałeś tylko raz... - odparł mniej hardo.
 - Mam ci zabronić wychodzić z pokoju? I owszem, mam takie prawo. - dodał, kiedy zobaczył minę młodszego. Ten od razu spuścił wzrok.
 - Po prostu chciałem pobyć sam. Czy to zbrodnia? 
 - Nie. - Minhyun przybrał łagodniejszy ton. Zbliżył się do Ren'a - Nie chcę na ciebie naciskać. Wiem jak się czujesz. Uwierz mi, ja całe życie byłem i jestem kontrolowany. Będę musiał twojemu ojcu złożyć szczegółowy raport. Dlatego chcę wszystko wiedzieć. - oznajmił spokojnym głosem, którego jednak nie można było uznać za miły. Po prostu spokojny.
 - Rozumiem. W takim razie, idę do swojego pokoju. Następnie zamierzam się przebrać zaczynając od ściągnięcia koszulki. Mam kontynuować? A może chcesz mi pomóc? - zadrwił młodszy.
 - A chcesz? - Hwang znów niebezpiecznie zbliżył się do Ren'a - Takie raporty mogą być. Mam nadzieję, że nie będziesz już niepotrzebnie utrudniał mnie oraz sobie życia. - zakończył swój monolog i postanowił wrócić do budynku. Nagle usłyszał jak Ren gwałtownie wstaje i rusza w jego kierunku. Młodszy spróbował go  uderzyć, ale Minhyun z łatwością uniknął ciosu i zablokował Minki w niezbyt wygodnej pozie. Blondyn próbował się wyrwać, ale nie poskutkowało. Poczuł się upokorzony. Zarumienił się i próbował wyrwać, ale miał na to marne szanse, czego był oczywiście świadomy.
 - Pu-puść mnie! - jęknął mając nadzieję, że starszy nie zauważy jego uniesienia. Minhyun natychmiast odsunął się od niego. Uśmiech nie schodził z jego twarzy.
 - To będzie ciekawa współpraca...

             
             Kolejne dwa dni minęły w miarę spokojnie. Ren nie próbował uciekać ani się przeciwstawiać ochroniarzowi. Wiedział, że z nim nie wygra, więc już nawet nie próbował. Jednak w końcu zaczęła kończyć mu się cierpliwość. Zdziwił się, kiedy wieczorem przyszedł do niego Minhyun.
 - Hej, Ren... - zaczął wchodząc do pokoju młodszego. Tamten tylko wskazał mu głową krzesło obok łóżka.
 - Mów. - oznajmił nieudolnie udając zainteresowanego.
 - Chciałem ci tylko powiedzieć, że wychodzimy za dwadzieścia minut, więc się przygotuj. - odparł Minhyun dalej stojąc w drzwiach.
 - C-co? - spytał zaskoczony Minki - Jak to wychodzimy?
 - Normalnie. Drzwiami frontowymi. Nie wiem czy znasz taki sposób, ale w każdym razie ja mam taki zwyczaj wychodzenia. Trzeba nacisnąć klamkę i...
 - Wiem jak się otwiera drzwi! Zastanawiam się tylko skąd ta zmiana? Dlaczego tak nagle chcesz gdzieś wyjść? - dopytywał urażony Ren.
 - Po prostu bądź przy drzwiach za no nie wiem... pół godziny. Sądzę, że tyle ci wystarczy do przygotowania się. I tak wyglądasz świetnie, więc nie rozumiem skąd to oburzenie na twojej twarzy. - oznajmił rozbawiony Minhyun i nacisnął klamkę z zamiarem wyjścia. Ren natomiast zastygł zaskoczony i zarumienił się lekko.
 - Za czterdzieści minut. - mruknął. Starszy westchnął zrezygnowany.
 - No dobra, ale ani minuty dłużej! 
I wyszedł. Minki opadł twarzą w poduszkę. Cholera! Zachowuję się baba... Nie mogę się czerwienić na jego każde słowo! Jeszcze czego! Nie zauroczę się w ochroniarzu, bo to byłoby żałosne. On jest niższej klasy ode mnie, a poza tym litości... on jest hetero. To widać, słychać i czuć. Pachnie tak pięknie... Dobra, Ren ogarnij się! Chłopak uderzył się otwartą dłonią w policzek. Kim on jest, żeby przejmować się kimś takim jak jego ochroniarz? Był gorący i na pewno nie był mu obojętny, ale jednocześnie był równie pewien, że nie jest on gejem. Więc nie miał czego u niego szukać.
             
                         Ren dołączył do Minhyun'a z dziesięciominutowym opóźnieniem. Tamten przewrócił ostentacyjnie oczami.
 - Proszę cię, Ren... nie mów, że ponad pół godziny to za mało, żeby przygotować się na krótki spacer po mieście. - jęknął.
 - Pff... po prostu nie rozumiesz! Przecież nie mogłem wyjść wyglądając jak niewygląd!
Minhyun podniósł jedną brew. 
 - "Niewygląd"? Ciekawe neologizmy tworzysz.
Ren spiorunował go wzrokiem, jednak nie odgryzł się. Wiedział, że nic mu to nie da.
 - Idziemy? - spytał obrażony.
 - Idziemy Księżniczko. Słodka jesteś jak się obrażasz.
 - Nie mów do mnie jak do dziewczyny! Nie jestem dziewczyną! - burknął Minki. 
Minhyun zaśmiał się.
 - Oczywiście, oczywiście. Nigdy w to nie zwątpiłem... - zakpił starszy.
 - Kpisz sobie ze mnie! - warknął oskarżycielsko młodszy. Minhyun jedynie otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz.
 - Idziesz czy nie? - odwrócił się. Choi podbiegł do niego po czym skierowali się do miasta.
 
    - Daleko jeszcze? - jęczał Ren. Szli już prawie godzinę. W dodatku nawet nie kierowali się w centrum miasta. Oddalali się od niego. Minki czuł, że nie da rady już dłużej iść.
 - Już nie daleko. - usłyszał po raz czwarty z ust swojego ochroniarza - Jesteśmy na miejscu. - oznajmił po chwili Minhyun. Choi rozejrzał się dookoła. Byli w jakimś parku. Nie. To nie był  jakiś park. To było to samo miejsce, w którym zaatakowano Ren'a.
 - Chwila! Czy tutaj nie szło się pół godziny? - spytał zdziwiony.
 - Uznałem, że to ładny wieczór na spacer. - oznajmił Hwang uśmiechając się podstępnie. 
 - I dlatego ciągnąłeś mnie przez całe miasto?! - warknął Minki.
 - Spokojnie. Chciałem tylko porozmawiać. 
Usiedli na ławce. Po minucie niezręcznej ciszy Choi zrobił się niecierpliwy:
 - No więc?
Minhyun westchnął.
 - Wiem kto na ciebie poluje. Znam ich bardzo dobrze. Nawet lepiej niż bym chciał. - widząc zdezorientowaną minę Ren'a kontynuował - To była moja pierwsza akcja. Miałem wtedy czternaście lat. Razem ze mną poszli tam moi dwaj starsi bracia i ojciec. Misja z pozoru prosta zamieniła się w krwawą rzeź. Mój ojciec i bracia zginęli z rąk tych samych ludzi, którzy teraz ścigają ciebie. Tylko dlatego zgodziłem się na to zadanie. Muszę się dowiedzieć, dlaczego to zrobili. Czemu tak bardzo im zależy na ludobójstwie. Powstrzymać ich. - zakończył opowieść spoglądając na Choi. Ten patrzył na niego nie wiedząc co powiedzieć. Uważał swoje życie za pasmo nieszczęść, a Minhyun stracił rodzinę i jeszcze się uśmiecha... Nie rozumiał jak ktoś może być tak silny psychicznie. 
     Minhyun wstał i odszedł parę kroków. Mimo upływu czasu, wspomnienia wciąż wypalały na nim bolesne piętna. Stracił wszystko trzy lata temu, ale jednocześnie zyskał istotny cel w życiu - zemstę. 
 - Minhyun... - Minki z trudem powstrzymywał się przed rzuceniem się na Hwang'a. Niewiele z resztą brakowało, a zrobiłby to.
 Starszy odwrócił się. W jego oczach Ren nie widział tego czego się spodziewał - bólu, rozpaczy, nienawiści. Był w nich tylko smutek z na siłę wywoływaną obojętnością.
 - Co jest...? - Minki nie dał mu dokończyć. Podszedł do niego zdecydowanym krokiem i zaczął wylewać z siebie słowa nawet niewiele nad nimi myśląc:
 - Jesteś idiotą! Dlaczego starasz się być obojętny, skoro widzę, że cierpisz?! Po co mi to opowiadasz?! Nie musiałeś o tym wspominać jeżeli tak cię to boli! Jesteś masochistą? Chcesz, żeby bolało? Mogę ci pomóc w inny sposób! Bardzo chętnie! Jednak teraz nie udawaj przede mną macho, bo nim do cholery nie jesteś! Jesteś tylko Hwang Minhyun, mój ochroniarz, który wkurza mnie tak, że aż nie potrafię go nienawidzić! 
      Minhyun stał skołowany nie wiedząc co ma zrobić. Zdziwił się, że młodszy tak szybko go przejrzał. Jednak nie spodziewał się po nim takiego natłoku słów. Ich twarze dzieliły zaledwie centymetry i widział jak Ren się rumieni. Potargał go po włosach i zaśmiał się cicho.
 - Okej, okej. Wygrałeś kurduplu. A teraz idziemy, bo zimno. - zdecydował i skierowali się w stronę willi rodziny Choi.

poniedziałek, 4 lutego 2013

"Miłość to choroba" - Rozdział 4

            Siemaaa! Wracam z nowym rozdziałem opowiadania o Misi i reszcie, i tym, i owym... Nie będę przedłużać, bo te wstępy to mało kto czyta. ^^ Jeszcze raz zachęcam do komentowania i czytania! ;)

                    ************************************************************

   
                Poranne wstawanie nigdy nie było dla mnie takie ciężkie. Matka oczywiście nic jeszcze nie wie. Jak miałbym jej to powiedzieć? "Hej mamo! Wczoraj jakiś koleś próbował mnie zgwałcić! Ale nic mi nie jest, bo Keiji mnie uratował i dał kolesiowi w mordę, więc nie martw się." - brzmi żałośnie. Dlatego właśnie postanowiłam całą prawdę ukryć. Mama żyje w przekonaniu, że "zbytnio zabalowałam" i nie dałam rady wrócić do domu wcześniej. Lepiej, żeby tak myślała. Gdyby znała prawdę, nie puściłaby mnie nigdy na żadną imprezę do czterdziestki.

           Usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam Keiji'ego. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
 - Cześć! - przywitałam się i szybko wciągnęłam na nogi trampki. Po chwili już byliśmy w drodze do szkoły.
Pół drogi żadne z nas się nie odezwało. Nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Dopiero w połowie drogi Kei zaczął rozmowę:
 - I jak się trzymasz? - spytał.
 - Dobrze. Chociaż w sumie mogłoby być lepiej. - wymusiłam uśmiech. Zauważył, że ten gest nie był szczery.
 - Nie okłamuj mnie. Możesz mi zaufać. Więc? Jak tam?
Westchnęłam cicho.
 - Wiedziałam, że zauważysz. Próbuję się jakoś pozbierać, ale kiedy zasypiam mam przed oczami jego twarz. Ten pewny siebie uśmiech i...
Nie dokończyłam, bo Kei zatrzymał się i mocno przytulił. Odwzajemniłam uścisk.
 - Misia - szepnął - nie wiem co mam zrobić, żebyś zapomniała. W tym kierunku chyba nic nie dam rady zdziałać. Jednak wiedz, że jeśli tylko go spotkam...
 - Nie zaczepiaj go! Proszę cię! Ja nie chcę problemów. - przerwałam mu. Nie odpowiedział. Wiedziałam, że jego trudno wyprowadzić z równowagi, więc byłam pewna, że nie rzuci się na tamtego kolesia jak tylko go zobaczy. Nagle usłyszałam za sobą głos:
 - Hej, gołąbeczki! Nie tulać się tak przed samą szkołą. Będziecie się jeszcze widzieć.
 - Cześć Monia! - uśmiechnęłam się do przyjaciółki nie odrywając się od Keiji'ego.
 - Możesz mnie puścić jeśli chcesz. - powiedział chłopak.
 - Ale ja nie chcę. Cieplutko mi. - mruknęłam. Kei zaśmiał się i odsunął mnie delikatnie od siebie. Poczułam się zawiedziona, ale starałam się tego po sobie nie pokazać. Ten nagle przykucnął i parsknął jak koń. Wraz z Moniką nie mogłyśmy się powstrzymać i wybuchłyśmy głośnym śmiechem. Szybko wskoczyłam Keiji'emu na plecy.
 - Czyżbyśmy usłyszały dźwięczny śmiech Misi? Czy nam się wydawało? - usłyszałam obok. Przy Monice stały Sylwia i Karolina. Wszystkie trzy były wyraźnie zadowolone z tego co widzą jak również z tego, że znów się śmieję. Wytknęłam do nich język.
 - Nie będę się tym skurwielem martwić całe życie! - burknęłam i przylgnęłam mocniej do pleców przyjaciela.
 - No wiesz, ale od wczoraj wyglądałaś jak wrak człowieka... chwila! Ty bluznęłaś? Mała przeklęła?! - pisnęła Monia. Zakryłam dłonią usta.
 - Ups... chyba mi się wymsknęło.
 - Nieładnie! - Sylwia pogroziła mi palcem - Takie słowa u młodej damy!
Spuściłam głowę w miarę możliwości oraz udając smutek mruknęłam:
 - Psieplasiam...
Karolina potargała mi włosy i ruszyliśmy do szkoły. Ja na plecach Kei'a oczywiście.

       Na korytarzu Keiji postawił mnie na ziemi. W podziękowaniu dałam mu szybkiego buziaka w policzek. Dziwnie się przy tym poczułam, ale nie miałam pojęcia dlaczego. Przecież zawsze tak robiłam, więc to było bez sensu. Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele robią takie rzeczy. Widać ostatnie wydarzenia musiały mnie zmienić... Przecież nie powinnam się rumienić przy własnym kumplu!
 - Ej? Misia...? Słuchasz czy nie słuchasz? - Karolina dźgała mnie palcem w policzek. Najwidoczniej na długo musiałam odlecieć.
 - Długo byłam nieobecna? - spytałam.
 - No. Już jest po dzwonku. Keiji poszedł już w swoją stronę i kazał ci przekazać, że poczeka na ciebie po szkole. A my jesteśmy już spóźnione na polski. - oznajmiła jednym tchem.
 - To czemu nie idziemy? - spytałam głosem "głupiej blondynki" i zaczęłam iść w stronę klasy. Usłyszałam za sobą chichot dziewczyn i ich przyspieszone kroki.

        Po lekcjach wyszłam ze szkoły i rozejrzałam się wokół. Szukałam wzrokiem Keiji'ego, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Spóźnia się? - pomyślałam i powoli zaczęłam iść w stronę bramy. Jeszcze raz rozejrzałam się za przyjacielem. Nigdzie go nie zobaczyłam, a nie chciało mi się czekać, więc ruszyłam przed siebie. Nagle usłyszałam śmiech dochodzący od strony szkolnego boiska. Znałam ten głos. Niepewnie zerknęłam w tamtą stronę. ON tam stał. Nie Keiji. Sebastian. Stał i się śmiał jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Nagle mnie zauważył. Uśmiechnął się podle i zaczął iść w moim kierunku poprzednio szepcząc coś do kolegów. Spanikowałam. Nie wiedziałam co robić. Uciekać czy stawić czoła swojemu lękowi? W końcu jesteśmy na terenie szkoły, więc nie może nic mi zrobić. Był coraz bliżej. Zostały mi dosłownie sekundy na zastanowienie co robić dalej. Stałam i patrzyłam jak w moim kierunku idzie mój najgorszy koszmar. Nogi miałam jak z waty i nerwowo gryzłam wargę. Widząc moje zdenerwowanie przyspieszył. Po chwili stał już obok mnie.
 - Witaj misiaczku. Jak ci życie mija? Wiesz, że przez twojego koleżkę mam rękę złamaną? Cała moja kariera sportowa wisi na włosku! - warknął. Stał na tyle blisko, że czułam jak mu śmierdziało z ust. Dopiero po jego słowach zauważyłam, że ma rękę w gipsie. Chciałam coś odpyskować, ale nie byłam w stanie wydusić słowa. Powoli zaczynało mi brakować powietrza - Nie odezwiesz się? Przy naszym ostatnim spotkaniu tak pięknie krzyczałaś... - mruknął zbliżając się jeszcze bardziej. Ten moment wybrał sobie Keiji na wyjście ze szkoły. Odepchnął Sebastiana i warknął:
 - Nie waż się do niej zbliżać! Ona dla ciebie nie istnieje, jasne?! Więc spierdalaj do tych swoich kolegów!
Przytulił mnie czule. Całe spięcie zaczynało powoli mijać, ale zastępowały je łzy spływające po moich policzkach. Wreszcie dotarło do mnie, że pierwszy raz Kei przeklął przy mnie. Byłam na siebie zła.
 - K-Kei... J-ja...
 - Ciii... Idziemy stąd, bo robi mi się niedobrze. - mruknął i ruszyliśmy w stronę mojego domu.
     
           Po drodze znów nie odzywaliśmy się do siebie przez długi czas. Zauważyłam, że jednak nie idziemy do mnie. Ufałam Keiji'emu, ale mimo to miałam dziwne przeczucia, kiedy prowadził mnie w jakieś nieznane miejsce. Weszliśmy w jakąś uliczkę. Kei oparł się o wymalowaną przez grafficiarzy ścianę i spojrzał na mnie zezłoszczony.
 - Dlaczego z nim rozmawiałaś?
Jego głos był zły. Nawet nie musiał się starać, żebym to poczuła.
 - Nie wiem. - mruknęłam patrząc w ciemność. Nie rozumiałam jego złości. Dlaczego na mnie się wściekał? Gdyby przyszedł wcześniej, nic by się nie stało!
 - Jak to "nie wiesz"? Nie wiesz dlaczego rozmawiałaś z kolesiem, który... - urwał, a jego wzrok złagodniał - Przepraszam. Gdybym pojawił się wcześniej...
 - Nic się nie stało! - przerwałam mu szybko. Nie chciałam ckliwych scenek. - Po prostu następnym razem mnie nie zostawiaj. - uśmiechnęłam się szeroko. Odwzajemnił uśmiech i wyszliśmy z zaułka. Kiedy przeszliśmy już kawałek zapytałam - Ale dlaczego właściwie zaprowadziłeś mnie do tej uliczki? Mogliśmy pogadać wszędzie!
Keiji zastanowił się chwilę.
 - Szczerze? Nie wiem. - odparł i wzruszył ramionami przyprawiając mnie o atak śmiechu - Z czego się śmiejesz? - spytał zdziwiony.
 - Z ciebie! Głupi jesteś Kei! - prychnęłam i uciekłam. Wiedziałam, że za mną biegnie. Bawiliśmy się tak od kiedy się poznaliśmy. Kocham go... znaczy się, kocham go jak przyjaciela! Tak! Właśnie! Bo to mój przyjaciel. Najlepszy przyjaciel. Przyjaciel, przyjaciel, przyjaciel, przyjaciel...- powtarzałam w myślach te słowa jak mantrę jednak nie powstrzymało to rumieńca pokrywającego moje policzki.
        Kiedy wreszcie dotarliśmy do mojego domu, pożegnaliśmy się i weszłam do środka. Od razu wbiegłam na górę, do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Dlaczego moje dni muszą być takie... intensywne? Zastanawiałam się nad tym chwilę po czym puściłam muzykę (Miyavi - Jibun Kakumei). Usiadłam na parapecie okna.
 - Dlaczego on tak na mnie działa? - spytałam sama siebie - Głupi Kei! Głupia ja! - prychnęłam kopiąc kaloryfer piętą. Zeskoczyłam z parapetu i wyłączyłam muzykę. Założyłam czapkę, cieplejszą bluzę, schowałam teleofn do kieszeni i wyszłam.
      Na dworze było chłodno, ale mimo wszystko było mi ciepło. Cały czas miałam przed oczami obraz Kei'a oraz Sebastiana. Za pierwszym tęskniłam, a drugiego miałam ochotę wysłać do piekła. Nagle poczułam jak ktoś gwałtownie łapie mnie za ramiona i przyciska do ściany budynku obok. Nie musiałam nawet patrzeć na napastnika, żeby wiedzieć kim jest.
 - Czego chcesz? - warknęłam.
 - Ciebie. - usłyszałam w odpowiedzi. Następnie wciągnął mnie siłą do zaułka obok. Zabawne, że to było to samo miejsce, w którym dzisiaj rozmawiałam z Kei'em - Spójrz na mnie... - mruknął łapiąc mnie za podbródek i zmuszając do spojrzenia na jego ohydną twarz.
 - Nie mam ochoty na ciebie patrzeć. Odsuń się ode mnie! - zaczęłam się szarpać. Jednak to nic nie pomogło. Sebastian nawet z jedną ręką był silniejszy ode mnie.
 - Nie szarp się tak, bo będzie bardziej bolało. - wysyczał mi do ucha. Czułam jak po moim ciele przechodzą dreszcze. Przestałam się wiercić i zebrałam się na odwagę, żeby spojrzeć w te wstrętne oczy. Małe, świńskie oczka.
 - Żałosny jesteś. - westchnęłam z politowaniem, siląc się na spokojny ton - Dlaczego akurat na mnie się uwziąłeś, co? Jest tyle dziewczyn... no i jeszcze są panie spod latarni... Czemu ja?  - spytałam bardziej pewnie.
 - Bo ty jako pierwsza odmówiłaś. - zaśmiał się w swój charakterystyczny sposób.
       Wiedziałam, że tym razem nie mam jak uciec. Jest silniejszy ode mnie, a tutaj nikt mi nie pomoże, bo żadna osoba mnie nie usłyszy. Idealne miejsce sobie wybrał. - pomyślałam rozglądając się wokół i szukając czegoś co mogłoby mi pomóc. Nagle zauważyłam wystającą z kartonu metalową rurę od odkurzacza. Wpadłam na ryzykowny pomysł. Najpierw musiałam go zagadać.
 - I co? Inne były za łatwe, więc zająłeś się mną? - prychnęłam.
 - Dokładnie. Widać, że mnie doskonale rozumiesz.
 - I co zamierzasz zrobić z tym faktem? Napisać na Facebook'u? - spojrzałam na niego z pobłażaniem.
 - Lubisz pyskować, co nie? - westchnął i spuścił wzrok. Poluźnił trochę uścisk, więc wykorzystałam jedyną szansę. Wyślizgnęłam mu się i szybko chwyciłam wcześniej wypatrzony przedmiot w ręce. Odskoczyłam, kiedy próbował się do mnie zbliżyć, a następnie uderzyłam go w twarz. Musiałam to zrobić dość mocno, bo zatoczył się i wpadł w kartony obok. Wybrałam ten moment, żeby uciec. Biegłam co sił w nogach. Szybko dostałam się pod mój dom, przeskoczyłam przez ogrodzenie i położyłam za żywopłotem. Usłyszałam jak ktoś przebiega obok. Przeleżałam tak chwilę i weszłam prędko do domu, zadowolona, że kolejny raz udało mi się uniknąć niechcianego zbliżenia.

                     *********************************************************
          Taki krótki rozdzialik dzisiaj. -,- Ale długo nie pisałam i musiałam coś wstawić. Niedługo powinno się pojawić MinRen. Mam co do niego jeszcze wątpliwości, więc póki co się wstrzymuję. Nie jestem pewna, czy na pewno chcę je opublikować. To pierwszy raz, kiedy mam taki problem dlatego nie dziwcie się jeśli trochę poczekacie. Tymczasem już mi się umyśla nowy rozdział yaoica z Gazetto, więc niedługo powinnam go napisać i wstawić. Dziękuję mojej pierwszej komentatorce! Arigatou YunSoo-san!

wtorek, 29 stycznia 2013

Parę fotek MinRen ^^

Jakoś tak mi się wzięło na fotki z nimi. Odbija mi. Ześwirowałam. No, ale oni są tacy słodcy!! *.* Kawaii...!






No same/sami powiedzcie! Czy nie są boscyy?! *q*

niedziela, 27 stycznia 2013

[YAOI] "My heart is yours..." - Rozdział 4

*Ruki*

        Droga do mojego domu zajęła nam godzinę. Przez cały czas szedłem podtrzymywany przez Reitę. Czułem się niekomfortowo. Kto by się nie czuł? Wciąż się zastanawiałem czy to co mówił "pan Śliczny" to prawda. Co prawda to zdanie padło, kiedy byli po pijaku, ale mimo wszystko mnie nurtowało - Akira jest bi? Tego się... nie będę kłamać - spodziewałem się tego. Chociaż nie... to nie tak, że się spodziewałem. Chyba po prostu miałem nadzieję? Z zamyślenia wyrwał mnie głos Reity.
 - Daleko jeszcze?
Rozejrzałem się.
 - To za rogiem.

Kiedy byliśmy już na miejscu, od razu poszedłem do łazienki. Po chwili doszedł Suzuki i kazał mi zdjąć koszulkę. Lekko się czerwieniąc zrzuciłem z siebie zbędną odzież i usiadłem na szafce. Uśmiechnął się pod nosem, co nie umknęło mojej uwadze.
 - Co cię tak śmieszy? - burknąłem gapiąc się w podłogę. Zaśmiał się cicho.
 - Ależ nic. Siedź spokojnie. - odpowiedział i zaczął delikatnie wcierać we mnie maść. Bolało. I to jak. Syczałem z bólu za każdym razem, kiedy nacisnął zbyt mocno obolałe miejsca. Był bardzo ostrożny i robił to z zadziwiającą troską, ale nie uchroniło mnie to od bólu. No tak. Jak zwykle zachowałem się jak panienka w opresji i wpadłem w kłopoty. No, a teraz muszę za to płacić. Super, po prostu zajebiście. Ile ja bym dał, żeby nigdy nie trafić do tej powalonej szkoły, nie spotkać tych debili (dresiarzy) i żyć sobie spokojnie w moim świecie mając innych w dupie... Ale nie! Synalek dyrektora mnie nie lubił, więc od razu stałem się "problemowy". Sprawiedliwość równa zero. Tak samo jak poziom inteligencji tamtego kolesia, przez którego mnie wyrzucili ze szkoły. Nagle przypomniało mi się, że chciałem zadać Reicie ważne pytanie.
 - Reita... - zacząłem. Chłopak na chwilę przerwał zabieg i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Wziąłem głęboki oddech - Czy ty... Dlaczego tamci kolesie się ciebie bali? I czemu nosisz bandanę na nosie?
Chyba nie zaskoczyłem go tymi pytaniami. W stu procentach się spodziewał, że będzie mnie to zastanawiać. Zapewne wiele osób go już o to pytało.
 - Wiedziałem, że zapytasz.
 - Przepraszam. - mruknąłem. Ze mną serio działo się coś złego. Nie dość, że ten typek mnie onieśmielał, to jeszcze w dodatku ciągle mu ulegałem. Był pierwszą osobą od wielu lat, którą szczerze przeprosiłem. Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie.
 - Powiem ci, Takanori. - oznajmił niskim głosem. Zrobił to tak seksownie, że zaczerwieniłem się lekko. Spojrzałem w jego oczy. Odsunął się ode mnie i usiadł obok - Nie jestem grzecznym chłopcem. Jestem złym człowiekiem. Wszystko przez mojego ojca. Tłukł wszystkich naokoło, wykorzystywał... - głos mu się lekko załamał. Poczułem, że wiem już za dużo, ale ciekawość zżerała mnie od środka. Mimo to wykazałem się dobrą wolą:
 - Nie musisz mówić. Wystarczy...
 - Pewnego dnia - kontynuował. Jego twarz była pozbawiona uczuć - wrócił do domu około piątej rano. Miałem siedem lat. Był grudzień. Krótko przed Świętami. Ojciec wrócił z pracy. Był wściekły, bo coś poszło nie tak. Matki nie było w domu. Przyszedł do mnie do pokoju. Wiedziałem co się zaraz stanie, ale... nie potrafiłem go wyrzucić. Był straszny. Nie mogłem się ruszyć. Stałem w miejscu i nie umiałem wydusić słowa. Podszedł do mnie. Zaczął głaskać po głowie. Mówił, że mnie kocha, i że zaraz będzie po wszystkim. Zaraz po tych słowach... - zawiesił się i zamilkł na chwilę - Następnego dnia wszystko wróciło do normy. Tydzień po tamtym zdarzeniu poszliśmy na lody. Ja, mój tata i... mój starszy brat Misaki. Miał trochę kobiece imię, więc zakładał na nos bandanę, żeby wyglądać bardziej tajemniczo i niedostępnie. Wszystko szło świetnie. Jednak, kiedy wróciliśmy do domu, tata dostał telefon z pracy. Nie wiem co się stało, ale wpadł w szał. Przywiązał mnie do krzesła, a potem zajął się moim bratem. Po wszystkim dźgnął go kilka razy nożem. Misaki uśmiechnął się do mnie mówiąc: "Zajmij moje miejsce. Kocham cię." Następnie odszedł. Mój ojciec się śmiał. Wtedy przyszła mama. Uderzyła go w głowę. Stracił przytomność. Szybko zadzwoniła po karetkę i policję. Z moim bratem nic już nie dało się zrobić. Podszedłem do niego i zdjąłem mu bandanę z twarzy. Potem policjanci skuli mojego tatę i wyprowadzili go z domu. Po tym wydarzeniu zmieniłem się. Stałem się odludkiem. Byłem agresywny. Atakowałem każdego, kto próbował się do mnie zbliżyć. Parę lat później... spotkałem go. Mojego ojca. Wypuścili go z psychiatryka, więc postanowił to uczcić idąc z kolegami na piwo. Stracił wszystko, zabił swojego syna, a zachowywał się jakby to nigdy się nie stało. Zaatakował mnie na ulicy. Byłem sam. Broniłem się. Krzyczał na mnie. Akurat przechodził tamtędy Uruha. Zobaczył całe zajście i zadzwonił na policję. Znaliśmy się tylko ze szkoły. Wyglądał jakby się martwił. Próbował mi pomóc, ale ojciec odepchnął go tak, że Kouyou upadł. Wkurwiłem się jeszcze bardziej i cisnąłem ojcem o ścianę. Zauważyłem, że się nie rusza, ale olałem to. Podbiegłem do Uruhy i pomogłem mu wstać. Przyjechała policja i karetka. Od tamtego czasu razem z Uruhą staliśmy się jak bracia. No, a moja mama wyszła za swojego obecnego faceta.
Skończył. Wstał i spojrzał na mnie. Nie widziałem w jego twarzy żadnych emocji. Nic. Pustka. Nie wiedziałem dlaczego to zrobiłem, co mnie do tego skusiło. Podszedłem do Reity i nic nie mówiąc wtuliłem się w niego. Zaskoczyłem go, ale odwzajemnił uścisk. Wdychałem jego zapach.
 - Przepraszam, że wywołałem u ciebie nieprzyjemne wspomnienia. Nie chciałem. Wybacz. - ledwo powstrzymywałem łzy. Akira tyle przeszedł, a ja myślałem, że mam najgorzej. Durny egoista - A co z twoim ojcem się stało? - spytałem.
 - Nie wiem. Prawdopodobnie wyjechał. Jednak ludzie w szkole myślą, że go zabiłem. Dlatego się mnie boją. Nawet przestało mi już zależeć na tym, żeby dowiedzieli się prawdy. Wisi mi to. - odsunął się ode mnie. Myślałem, że odejdzie albo się rozpłacze, ale on stał i patrzył na mnie. Nasze oczy się na chwilę spotkały, lecz szybko odwróciłem wzrok. Peszyło mnie jego spojrzenie. Spodziewałem się, że będzie pełne bólu, smutku i żalu, a ono było puste. Jego oczy nawet nie błyszczały. Oczywiście nie mogłem wytrzymać (durny ja) i rozpłakałem się. To był cichy, smutny płacz. Chyba zaskoczyłem tym Reitę, bo podbiegł do mnie i mocno mnie objął.
 - Co się stało? Ruki...
 - J-ja przepraszam! Po prostu... myślałem, że mam w życiu najgorzej, że mój ojciec jest najgorszy, bo jest homofobem... I jeszcze to twoje puste spojrzenie... Ja... ja tak bardzo...
Zatkał mi usta dłonią. I dobrze, bo już dostatecznie się ośmieszyłem.
 - Zamknij się. Takanori - podniósł moją twarz do góry i spojrzał mi w oczy - jesteś wyjątkową osobą. Nikt jeszcze za mnie nie płakał. Dziękuję. A teraz usiądź na tej szafce i nie ruszaj się. Nieźle cię poobijali.
Posłusznie wykonałem polecenie. Reita zabandażował mi zwichnięty nadgarstek i dokończył smarowanie maścią.
 - Dzięki.
Uśmiechnął się do mnie.
 - Nie ma za co.

*Uruha*

             Kiedy razem z Aoim odeszliśmy spod szkoły, czekaliśmy na telefon od Reity, który obiecał, że zadzwoni. Zżerała mnie ciekawość - dlaczego Ruki wtedy uciekł? Czemu Reita za nim pobiegł? I najważniejsze - kim jest ta laska, która zaczepiła go pod szkołą?
Wreszcie zadzwonił telefon.
 - REITA! TŁUMACZ SIĘ!- wrzasnął Aoi do telefonu (który oczywiście wyrwał mi z ręki).
 - Ta laska, to córka znajomych moich rodziców. Chcieli nas zeswatać, ja nie wykazałem chęci, ona się mści, bo dałem jej kosza, a Rukiego pobili.
 - CO?! - Aoi zemdlał. Myślałem, że zwariuję z nimi! W tamtym momencie dowiedziałem się, jak czuje się Kai. Nigdy, przenigdy nie chcę być liderem! 
Tak więc kontynuowałem rozmowę z Reitą przytrzymując jednocześnie Yuu. Było to trudne, ale jakimś cudem mi się udało.
 - Co tam u was się dzieje? - spytał zaciekawionym głosem Akira.
 - Aoi mi zemdlał przez ciebie. - burknąłem w słuchawkę.
 - Biedny... - z drugiej strony usłyszałem parsknięcie śmiechem.
 - To nie jest śmieszne! Mów lepiej co z Rukim?
 - Odprowadziłem go do domu i opatrzyłem. Cała bajka. Podobała się?
 - ReiRei! - warknąłem słysząc jego sarkastyczny głos. Co on sobie myślał? Uważał, że jak powie tyle to dam mu spokój? Nie docenił mnie - Ale jak się czuje nasz poszkodowany?
 - Już z nim lepiej. Zanim od niego wyszedłem, sprawdziłem czy śpi i wszystko z nim w porządku. Nie martw się tak i radzę ci zająć się Aoi'm, bo biedaczek coś długo jest już nieprzytomny. Zanieś go najlepiej do domu. - nie czekając na moją reakcję, Reita rozłączył się. Ja tymczasem zerknąłem w stronę Yuu. Może to nie był odpowiedni moment na takie rozmyślania, ale wyglądał uroczo. Zarzuciłem go sobie na plecy i zaniosłem do domu. Uznałem, że pójdziemy (a raczej ja pójdę taszcząc jego) do mnie, bo mieszkam bliżej. Uśmiechnąłem się pod nosem, kiedy poczułem płytki oddech chłopaka na swoim karku.

          Dotarliśmy do domu po jakichś dziesięciu minutach. Będąc w środku zrzuciłem go z siebie na łóżko. Opadłem obok zmęczony.
 - Ile ty ważysz chłopie? - stęknąłem powoli wstając.
 - Co jest...? - spytał mój obudzony kolega. Parsknąłem śmiechem spoglądając na jego zdezorientowany wyraz twarzy. Nagle zrobił przestraszoną minę - Ruki! Co z Rukim?! Żyje? Oddycha? Reita się nim zajął? Reita też nie żyje?! O boże... - wyjęczał jednym tchem nie dając mi dojść do słowa.
 - Uspokój się, bo zachowujesz się jakbyś miał zespół napięcia przedmiesiączkowego i słuchaj mnie uważnie, ok? - zacząłem na spokojnie. Aoi kiwnął nieznacznie głową - Reita odpowiednio zajął się napastnikami oraz naszym poszkodowanym. Nie martw się o niego. Akira wie co robi.
 - Taa... myślisz, że on mu się podoba? - spytał Yuu.
Zaskoczyło mnie jego pytanie. Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiałem. Reita zachowywał się niemalże tak jak zawsze. Niemalże oznaczało, że jednak odrobinę się zmienił. Patrzył na nowego z dziwnym błyskiem w oku. Ruki też zerkał na niego niepewnie, więc śmiałem podejrzewać, iż coś się między nimi kroi. Nieważne czy już o tym wiedzą, czy nie. W końcu się zorientują.
 - Czy ja wiem... Patrzą na siebie, Rei ma dziwne spojrzenie i w dodatku olał całkiem ładną dziewczynę. Co prawda on sam przyznał, że jest bi, ale przecież to oznacza, że interesuje go również płeć przeciwna, nie?
Aoi westchnął opadając z powrotem na łóżko.
 - Pasują do siebie. - odparł z uśmiechem. Parsknąłem śmiechem.
 - Wiesz co? Zaczynam się zastanawiać czy nie jesteś czasem kobietą...
Za to stwierdzenie oberwałem z poduszki.
 - Bardzo śmieszne! Ja na poważnie mówię! Nie wiem jakiej orientacji jest Ruki, ale nie wyobrażam go sobie z dziewczyną. On sam jest taki... dziewczęcy. Ma dziewczęcą urodę. Do tego jeszcze preferuje styl visual kei, więc tym bardziej wygląda trochę jak dziewczyna... ale jest uroczy. Śliczny, tajemniczy chłopiec. Widać, że został kiedyś skrzywdzony.
 - Prawda. - mruknąłem przeciągając się. Byłem już śpiący - W każdym razie wiem jedno.
 - Hmm...?
 - Śpisz dzisiaj u mnie. - oznajmiłem głosem nie znoszącym sprzeciwów. Aoi wiedział co go czeka jeśli odmówi. Tak więc uśmiechnął się lekko i wysłał mamie sms'a, że nie wróci na noc. Moich rodziców nie miało dzisiaj być w domu, więc dla mnie to nie był problem. Wiedziałem, że mój... nasz przewrażliwiony Aoi będzie się całą noc zamartwiać, dlatego nie zamierzałem go zostawić samego. Nie wiadomo co by sobie biedaczek zrobił...

*Reita*

          Po skończonej rozmowie z Uruhą, rzuciłem się na swoje łóżko. Byłem wykończony. Jak na jeden dzień miałem za dużo wrażeń. Najpierw ta cała Amane zaczepiła mnie pod szkołą, potem Ruki uciekł i go pobili. Okazało się jednak, że to jeszcze nie koniec wrażeń. Do mojego pokoju weszła matka.
 - Akira, dzisiaj znów przyjdzie Amane. Mówi, że świetnie się z tobą rozmawia. - uśmiechnęła się szeroko - Uważa, że jesteś przystojny i miły, więc... no, oby tak dalej! - pochwaliła mnie i wyszła. Ja za to siedziałem na łóżku próbując ogarnąć, to co przed chwilą powiedziała. Ta cała Amane... miała znów przyjść? Po jaką cholerę?!
     
        Oczywiście mama nie kłamała (po co miałaby to robić?). Amane wraz z rodzicami przyjechała srebrnym samochodem mojego ojczyma. Zostałem dosłownie zmuszony do otworzenia jej drzwi i sztucznego uśmiechu.
 - Witaj Amane. - oznajmiła moja mama uśmiechając się jeszcze szerzej.
 - Dobry wieczór! Pięknie pani wygląda. Jak zwykle z resztą. Aż się wstydzę, że mimo iż jestem młodsza, wyglądam jak pani cień.
To żeś dowaliła... - pomyślałem kręcąc głową. Już miałem dość tej dziewczyny, chociaż dopiero weszła.
 - Wejdź kochana! Idziecie z Akirą do niego?
 - Oczywiście, chyba, że woli pani, abyśmy zostali z państwem.
Mama zaśmiała się.
 - Ależ nie trzeba! Młodzi jesteście i potrzebujecie prywatności. A ty się uśmiechnij. - mruknęła dźgając mnie łokciem w bok.
 - Taa... chodźmy. - oznajmiłem i zaprowadziłem dziewczynę tradycyjnie do siebie. Od razu usiadła na moim biurku jak tylko zamknąłem drzwi.
 - Dawno się nie widzieliśmy ReiRei! - oznajmiła z uśmiechem. Zmroziłem ją wzrokiem.
 - Nie masz prawa tak do mnie mówić. - burknąłem.
 - A on już tak do ciebie mówi? Jak ma na imię?
Wkurzyłem się jeszcze bardziej.
 - Nie twoja sprawa. Słuchaj mnie Amane, staram się być miły ze względu na starania mojej matki i ojczyma, ale pamiętaj, że nawet moja cierpliwość ma granice. Więc jeśli się nie uciszysz i nie przestaniesz zadawać takich głupich pytań to skończy się to dla ciebie co najmniej źle. - warknąłem.  Ona jednak dalej wyglądała jakby miała tzw. "zaciesz".
 - Słodko. Pobiegłeś za nim. Nie zważałeś na coś takiego jak konsekwencje swojego zachowania. Nie wiem jak mogłabym z nim rywalizować... Ale wiesz co? Spróbuję! - zaśmiała się radośnie. Jakoś nie podzielałem jej entuzjazmu. Ruki mi się podobał. Tak troszeczkę. Był śliczny i uroczy. Jednak nic z tego wyjść nie mogło. Jesteśmy z dwóch różnych bajek, a ja nie chcę go wciągać do mojej. Tylko by cierpiał. Ludzie zawsze postrzegali mnie jako zimnego drania, który pobił własnego ojca, ale ja mam uczucia! Martwię się o ludzi chociaż nie zawsze to pokazuję. Wtedy, kiedy Ruki prawie wpadł pod samochód albo, gdy go pobili... naprawdę się martwiłem.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos mojej "prześladowczyni".
 - Haloo? Słuchasz mnie jeszcze? Mówię o tym jak wyglądałyby nasze dzieci! Dziewczynka podobna do mnie i chłopiec taki jak ty! Kyaaa! Uroczo nie? - pisnęła. Spojrzałem na nią z politowaniem.
 - Taa... a do tego dom z basenem i trzy psy. - mruknąłem sarkastycznie. Jednak ona tego sarkazmu chyba nie wyczuła, bo przytuliła mnie mocno i zaczęła piszczeć. Odepchnąłem ją zniesmaczony. - Możesz przestać?
 - Ale dlaczego? - wyglądała na zdziwioną. Myślałem, że jest bardziej inteligentna.
 - No nie wiem... może po prostu mnie nie kręcisz? Przyszło ci to kiedyś do głowy? - spojrzałem na nią z politowaniem. Amane westchnęła.
 - Kotku, kręcę cię, ale jeszcze o tym nie wiesz. - oznajmiła i zeskoczyła z biurka - Coś czuję, że muszę iść. Umówiłam się z koleżanką na nocny maraton filmowy. Nie mogę cię ze sobą zabrać, bo to babska impreza, ale...
 - Po prostu sobie idź. - powiedziałem i otworzyłem jej drzwi. Pożegnała się i wyszła.

            Następnego dnia czekałem pod szkołą na Ruki'ego. Przyszedł. Wyglądał normalnie. Miał obojętny wyraz twarzy. Wiedziałem, że to tylko maska, ale się nie odzywałem. Ostatnio poznałem chłopaka lepiej. On mnie w sumie też. Wygadałem mu się ze wszystkiego. Całą noc nie mogłem zasnąć, bo myślałem czy go nie przestraszyłem swoją opowieścią. Bałem się, że nie będzie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Myliłem się. Na mój widok Ruki uśmiechnął się lekko.
 - Cześć!
 - Hej. - odwzajemniłem uśmiech. Zaraz za nim przyszedł Aoi. Zmierzył mnie gniewnym wzrokiem, a potem rzucił się na Matsumoto.
 - Ruki! W porządku? Ty żyjesz! Wiesz jak ja się martwiłem? Jeszcze ten miał taki obojętny ton... - zawodził Yuu.
 - Spokojnie! - burknął Ruki - Wszystko w jak najlepszym porządku. Żyję! Nie martw się! Potrafię o siebie zadbać!
Patrzyłem na nich rozbawiony. To wyglądało jak kłótnia matki z synem pt. "Mamo, potrafię o siebie zadbać!". Nie mogłem się powstrzymać i parsknąłem śmiechem.
 - A ty czego zęby suszysz bananowcu? - warknął Aoi - Zamiast mnie straszyć mogłeś od razu powiedzieć, że wszystko w porządku!
 - Nigdy nie powiedziałem, że nie jest w porządku. - oznajmiłem spokojnie - Mówiłem tylko, że go pobili, a nie zabili.
 - Wszystko jedno! Coś mu się stało, a ty... nie wierzę... patrzcie kto idzie! - Aoi wskazał w kierunku bramy.
Spojrzałem w tamtym kierunku i zobaczyłem Kouyou ze słuchawkami w uszach. Na nasz widok uśmiechnął się promiennie i przyspieszył.
 - No Uruha idzie, i co z tego? - zdziwiłem się. Aoi zrobił dziwną minę.
 - O, Uru! Ale nie o niego mi chodziło! Spójrz tam dalej!
Przyjrzałem się uważniej. Bramę właśnie przekraczała... nie zgadniecie... Amane! Zrobiłem tzw. "facepalm'a" na jej widok.
 - Co. Ona. Tu. Robi.? - wycedziłem nawet nie zerkając już w tamtą stronę. I tak po chwili usłyszałem jej rozpromieniony głos:
 - Aki-kun! Miło cię widzieć! Co za niespodzianka. A co ty tu robisz? - udała zdziwienie. Myślałem, że wybuchnę. Jej głupota mnie powalała.
 - Chodzę tu do szkoły. Pytanie brzmi: Co TY tutaj robisz?
Amane tylko pokręciła głową z dezaprobatą.
 - Oj, głuptasku! Co mogę robić w szkole? No chyba się uczyć prawda? Mam nadzieję, że nie będziesz mnie zaczepiać, bo chcę skończyć ten rok z jak najlepszym wynikiem. Bye, bye! - z radosnym uśmiechem wyminęła nas i weszła do budynku. Stałem jak wyryty. Po chwili zorientowałem się, że nie tylko ja. Cała reszta zespołu również nie mogła pozbierać szczęk z podłoża.
 - Ta to ma tupet... - mruknął Kai.
 - Dlaczego ona? Dlaczego na mnie się akurat uwzięła? - jęknąłem. Wcześniej myślałem, że gorzej być nie może. Myliłem się. I to bardzo.

       **************************************************************************
 Długo mnie coś nie było. Ale wracam z nowym rozdziałem yaoi. ^^ Pracuję nad nowym opowiadaniem (również yaoi), ale o członkach zespołu NU'EST. Paring: MinRen (Minhyun i Ren). Co z tego wyjdzie? Nie mam pojęcia. Jakiego gatunku to opowiadanie? Też jeszcze nie wiem. Wszystko wyjdzie w praniu, jak to mówi moja koleżanka. Do zobaczenia następnym razem! ;*